Nauczyciel i rodzic w jednej drużynie.

 

Gdy myślę o dobrej edukacji, wyobrażam sobie zawsze bardzo

dynamiczną konstrukcję, której centrum stanowi uczeń,

ale bardzo ważnymi filarami tej konstrukcji są rodzice i nauczyciele.

Filarami równorzędnymi.

“Dobre relacje w szkole”, s. 115

 

W Szkole Dobrej Relacji nauczyciele i rodzice grają w jednej drużynie, do jednej bramki. Kto/co jest naszym przeciwnikiem? Problemy i wyzwania rozwojowe. Co jest stawką w tej grze? – rozwój i dobrostan – naszych uczniów i naszych dzieci. W tej grze obstawiamy określone pozycje – my, nauczyciele jesteśmy profesjonalistami, ale rodzice naszych uczniów także zajmują pozycję ekspercką – są ekspertami „od własnych dzieci”.

 

Rodzic ekspertem – dlaczego trudno nam to przyjąć i dlaczego jednak warto?

Zarzut, z jakim zazwyczaj spotykam się, gdy mówię, że rodzic jest ekspertem brzmi: „rodzice moich uczniów są zagubieni, nie radzą sobie sami ze sobą i sami potrzebują wsparcia”. To, co najbardziej niepokoi mnie w takim podejściu to po pierwsze fakt, że jest to podejście krańcowo oceniające, a po drugie, że to podejście dostrzega jedynie to, że rodzice sobie z czymś nie radzą. W relacyjnym podejściu chciałabym widzieć to, co rodzice robią dobrze, doceniać mocne strony rodziców, chciałabym interesować się, czego potrzebują, jak widzą swoją rolę, ale chcę też dostrzegać, że w danym momencie rodzice moich uczniów radzą sobie najlepiej jak potrafią. Zawsze też zakładam dobre intencje drugiego człowieka i wyłączając sytuacje głębokich nadużyć, przemocy, patologii – taka właśnie jest rzeczywistość: ludzie chcą dobrze i najlepiej jak umieją starają się działać zgodnie ze swoimi dobrymi intencjami.

Dlaczego jeszcze jest to ważne, by uznać, że rodzic jest ekspertem w sprawach własnego dziecka? Bo praca z rodzicem jest bardziej efektywna niż z samym dzieckiem. Skupianie się wyłącznie na dziecku nie ma głębszego sensu, jest pracą doraźną: co z tego, że zbudujemy wspaniałą relację z podopiecznym, będziemy taką szkolną „dobrą ciocią/dobrym wujkiem”, skoro dziecko wraca do określonego systemu rodzinnego i jeśli rodzic nie zostaje włączony w proces zmiany – skutki naszych działań szybko idą na marne. Chcę być wsparciem dla dziecka, ale nie mam zamiaru robić konkurencji rodzicowi, bo to on spędza z dzieckiem więcej czasu i to on ma możliwość wpływać na cały system rodzinny, a już na pewno na własną relację z dzieckiem. Ja jako relacyjna nauczycielka, szkolny psycholog i pedagog – mogę go w tych działaniach wspierać.

Najlepsza droga do satysfakcjonującej współpracy nauczyciela z rodzicem.

Co to dla mnie znaczy, że rodzic jest ekspertem od swojego dziecka? Rodzic towarzyszy swemu dziecku od pierwszych chwil jego życia, zna jego reakcje na różne bodźce, przeszedł z nim określoną drogę. Uważny rodzic (a takich rodziców jest wbrew pozorom bardzo wielu) – zna możliwości i ograniczenia swojego dziecka, zna jego potrzeby i najlepsze sposoby ich zaspokajania. Rodzic jest w stanie przekazać nauczycielowi szereg bezcennych informacji, które mogą wpływać na relacje na linii nauczyciel-uczeń, a tym samym na sam proces edukacji. Mogłabym wymieniać niezliczoną ilość sytuacji, w których jeden mały bajt informacji na temat ucznia/uczennicy przekazany przez rodzica – odmienił moje relacje z danym dzieckiem i problem, który wydawał się nierozwiązywalny po prostu zniknął.

 

Dlatego w relacyjnym podejściu nauczyciel przyjmuje rodzica z ogromną otwartością, jest ciekawy tego, z czym rodzic przychodzi, a podczas spotkań uruchamia aktywne słuchanie. Sama takie spotkania traktuję nie jako stresujące wyzwanie czy nudny obowiązek, a jako bezcenną okazję do poszerzenia swojej wiedzy o uczniu/uczennicy. Rodzice czasem są zaskoczeni takim podejściem; dziwią się, że to nie ja mówię podczas spotkań i zebrań (do tego są przyzwyczajeni), a właśnie ich zachęcam do wypowiedzi; zaczynam od pytania: „jestem ciekawa, co opowie mi Pan/Pani o dziecku; co powinnam wiedzieć?”, „jakie wiadomości pomogą mi lepiej uczyć i wspierać w rozwoju Państwa dziecko?”. Podczas tych rozmów, często dochodzimy do wniosku, że problem dziecka jest tylko wierzchołkiem góry lodowej i że problem tkwi gdzieś głębiej, w całym systemie rodzinnym. Ale najważniejszy jest fakt, że dzięki rodzicowi mogę zdecydowanie szerzej spojrzeć na dziecko i jego potrzeby/możliwości.

Co ułatwia spojrzenie na rodzica jako eksperta?

Dla wielu nauczycieli takie podejście może być zupełną nowością, dlatego zachęcam, by po prostu spróbować i sprawdzić, jaka będzie reakcja rodziców i konsekwencje takiego nastawienia z naszej strony. Wiele też zależy od naszego naszych przekonań. To najbardziej kluczowe z nich dotyczy tego, czy potrafimy uznać, że rodzic jest naszym równorzędnym partnerem i że nie mamy monopolu na wiedzę. Chodzi tu o kształcenie w sobie postawy niewiedzy (w odróżnieniu od postawy wszechwiedzącej pewności): nigdy przecież nie jest tak, że jako nauczyciele wiemy wszystko, a czasem mamy takie złudzenie – że już tak świetnie znamy dziecko, już mamy dla niego etykietkę, już wiemy, do jakiej szufladki je „włożyć”. Często dzieje się to na poziomie nieświadomym. Tymczasem widzimy tylko fasadę, pewną część, tak wiele jest schowane poza naszą percepcją. I relacyjne podejście bierze ten fakt pod uwagę: nie wiem wszystkiego, muszę być bezustannie ciekawa, muszę być w pełni otwarta na różne opcje, na różne informacje, nie szufladkuję. To jest postawa pozytywnej podejrzliwości, takiego empatycznego detektywa. A gdzie jest rodzic w tym wszystkim? On razem z nami układa układankę dotyczącą dziecka, razem się przyglądamy, co pasuje, a co nie, dzielimy się informacjami i gramy razem w tę szkolną piłkę. W jednej drużynie, do jednej bramki.

 

 

Co z tego tekstu wydaje Ci się inspirujące? Podziel się w komentarzu! A może masz zupełnie inne doświadczenia z rodzicami – daj znać, jestem bardzo ciekawa, jak wygląda Twoja szkolna rzeczywistość!

 

 

Refleksje Rodzicielski kosmos

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni post
Nauczyciel i rodzic w jednej drużynie.
Następny post
Szkolne zagadki, czyli krótki przewodnik po rozpoznawaniu i zaspokajaniu uczniowskich potrzeb

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Dowiedz się więcej.

Call Now Button