Relacje w cyberświecie – cz. 1

Piszę ten tekst rok po jednej z większych blogowych akcji pt. „Pokolenie Smartfona”: ogromna liczba Waszych komentarzy, świetne dzielenie się doświadczeniami, wiele cennych wskazówek w ogarnianiu nauczania i rodzicielstwa w smartfonowym świecie i bardzo inspirujące dyskusje. Podsumowaniem miał być tekst zbiorczy, który nigdy nie powstał. Zorganizowałam za to akcję „Pokolenie Smartfona” w szkole – były rozmowy, warsztaty, projekcje i wyzwania – mnóstwo ciekawych wniosków od młodzieży (wcale nie hurraoptymistycznych) i naprawdę dobry odbiór całej akcji. Czuję jednak, że chciałabym zostawić mały blogowy ślad tego wszystkiego. Postanowiłam przyjrzeć się cyfrowym mediom od relacyjnej strony i zaprosić Was do współtworzenia wartościowych treści. Pod kolejnymi artykułami z serii „Relacje w cyberświecie” (drugi przeczytacie TU, a trzeci – ostatni: TUTAJ) macie szansę podzielić się swoimi przemyśleniami, wątpliwościami, doświadczeniami i dobrymi praktykami – razem możemy stworzyć wartościowe treści, które zainspirują innych nauczycieli i rodziców. Zapraszam!

 

O czym nie będzie w tym artykule?

Mam wrażenie, że gdy zaczynamy rozmawiać o wpływie nowoczesnych technologii na młodych ludzi włącza nam się myślenie zero-jedynkowe. Albo zachwyt, albo negacja. Albo wymienianie niezliczonych zalet, albo upatrywanie w nowoczesnych technologiach przyczyny całego współczesnego zła. Ja nie chcę krążyć pomiędzy skrajnościami, pomijając stacje pośrednie. Dlatego w tym artykule nie będzie o:

  • Nie będzie o zachwycie nad możliwościami nowych technologii. Z góry przyjmuję, że wszyscy zdają sobie z nich sprawę. I nawet jeśli krytykujemy „nadmierne” korzystanie z technologii przez młodych, to często jest to hipokryzją, bo sami korzystamy równie często i doceniamy wygodę i funkcjonalność, jaką te technologie zapewniają.
  • Nie będzie o zachwycie nad możliwościami zastosowania nowych technologii w edukacji – są one dla mnie oczywiste. Od prostego wykorzystania aparatu, map, googla, czy notatnika po pracę w grupach w chmurze z wykorzystaniem różnorodnych aplikacji, naukę na platformach edukacyjnych i współpracę globalną ze szkołami na całym świecie.
  • Nie będzie o straszeniu uzależnieniem, bo to rodzaj łatki, którą przyklejamy, ile razy widzimy naszych uczniów wpatrzonych w ekran komórki. Realnie uzależnionych od smartfona czy komputera jest niewielki odsetek młodych ludzi. Poza tym: każdy przypadek jest jednostkowy, a co najważniejsze: uzależnienie to przede wszystkim objaw, a nie przyczyna problemów – one kryją się zazwyczaj w relacjach rodzinnych czy rówieśniczych…
  • Nie będzie o „złotych radach”, „lekarstwie na smartfona”, czy o uniwersalnych rozwiązaniach – z prostego powodu: takich lekarstw i rozwiązań nie ma. Będzie w nim za to sporo pytań, nad którymi możemy się pochylić i wiele osobistych doświadczeń – zarówno rodziców, jak i nauczycieli.

 

I jeszcze jedna kwestia – bardzo często rozważamy wpływ nowoczesnych technologii (i ten pozytywny, jak i negatywny) na dzieci i młodych ludzi. Rzadko kiedy uświadamiamy sobie, że ten wpływ dotyczy tak samo dorosłych – nie tylko młodzi korzystają z uroków mediów cyfrowych i nie tylko młodzi nie radzą sobie z ich negatywnym wpływem na nasze życie: znam wielu dorosłych, którzy nie kontrolują czasu spędzanego w świecie wirtualnym, którzy przestali czytać/interesować się własnymi pasjami, bo ich świat pochłaniają gry i scrollowanie portali społecznościowych; znam dorosłych, którzy hejtują w necie i gubią się w meandrach wirtualnej komunikacji. Pomyślmy o mediach cyfrowych także (a może przede wszystkim) w odniesieniu do siebie samych…

 

 

„Jest super, jest super, więc o co ci chodzi…?”

Daleka jestem od hurraoptymizmu co do nowoczesnych technologii, daleko mi także do narzekania w tonie „kiedyś to było” (kiedyś=bez smartfonów; było=lepiej, przyjemniej, zdrowiej itp.). Zewsząd słyszę jednak obawy nauczycieli oraz rodziców i jestem pełna zrozumienia dla tych obaw. Jeśli natomiast ich nie rozumiem, to włączam tryb ciekawości i jestem pełna zapału, żeby poznać doświadczenia i perspektywę drugiego. A najbardziej ciekawi mnie perspektywa uczniów. Podczas przeprowadzonej przeze mnie akcji zgłosili oni między innymi następujące problemy:

  • Lubię bawić się w hejtowanie innych, czy coś z tym robić?
  • Nie umiem rozmawiać z ludźmi inaczej niż przez Messengera; to chyba nienormalne?
  • Chcę wrzucać fotki do social mediów, ale boję się, że ktoś je wykorzysta.
  • Czy ja mam komuś zgłaszać, jak widzę, że ktoś jest hejtowany w necie?
  • Pomocy, chcę się uwolnić od władzy telefonu…

Wiele pytań mają też rodzice i nauczyciele; zebrałam je, żeby poszerzyć naszą perspektywę i zobaczyć, co nas „boli”:

  • Social media robią orkę z samooceny nawet najsilniejszych uczniów…
  • Czy stosowanie TIK [technologii informacyjno-komunikacyjnych] podczas zajęć jest konieczne?
  • Czy fonoholizm to problem, czy objaw innych problemów?
  • Ograniczać/nie ograniczać? Zakazywać/nie zakazywać?
  • Jak zaczynać z nastolatkiem rozmowę o zagrożeniach?
  • Co to znaczy „bezpieczeństwo w sieci”? Czy chodzi tylko o dane osobowe, czy raczej o bezpieczeństwo psychiczne?
  • Jak rozmawiać o prywatności i kreowaniu wizerunku w sieci?
  • Czy warto tworzyć zasady i ustalenia (w szkole? W domu?).
  • Jak wspierać budowanie relacji – analogowo czy cyfrowo?

 

Media cyfrowe a relacje.

W Polsce najbardziej znanymi badaniami dotyczącymi wpływu nowoczesnych technologii na młodych ludzi są badania koordynowane przez Macieja Dębskiego z Fundacji Dbam o Mój Zasięg. Jeden z wniosków z tych rozbudowanych badań brzmi: najważniejszym czynnikiem chroniącym przed e-uzależnieniami jest dobrze zbudowana relacja uczniów z osobami najbliższymi. Dodam tu moje własne spostrzeżenie: myślę, że dobre relacje – nie tylko z najbliższymi – ale też w ogóle dobre relacje, jakie dziecko ma w swoim życiu (z samym sobą, z najbliższymi, z rówieśnikami, z nauczycielami…) mają pozytywny wpływ na zdrowe radzenie sobie w świecie nowoczesnych technologii (i to nie tylko w odniesieniu do e-uzależnień). Chciałabym przyjrzeć się tej kwestii z kilku stron i zapraszam Was w taką podróż. Poniżej wymieniam różne „punkty styku” pomiędzy mediami cyfrowymi a relacjami – zastanówcie się, czy zauważacie podobne zjawiska i dajcie znać w komentarzu, co Wy na to…

 

  • „Uciekam w świat technologii, gdy w realnym świecie czuję się do niczego”.

Najpierw warto przypomnieć krótką wypowiedź Andre Sterna:

 

Porusza on dwie kwestie – według niego świat wirtualny zapewnia dzieciom zaspokojenie potrzeb, których nie są w stanie zaspokoić w świecie rzeczywistym – w szkole i w domu – potrzebę dostrzeżenia, rozpoznania, docenienia, podziwiania. Druga kwestia jest konsekwencją pierwszej – naszym zadaniem jest zatem sprawić, by w domu i w szkole dziecko takie potrzeby mogło zaspokoić; by świat wirtualny stał się dodatkiem do ciekawego i bezpiecznego świata rzeczywistego, w którym dziecko może stać się bohaterem własnej historii.

Czy to jednak takie proste? Jak konkurować ze światem technologii? Czy w ogóle można jeszcze stworzyć interesującą ofertę „poza” światem smartfonów, tabletów, komputerów…? Z obserwacji moich „osobistych” i „nieosobistych” dzieci wynika, że to bardzo trudne zadanie; że świat wirtualny zawsze będzie kusił bardziej, przyciągał skuteczniej, wiązał ze sobą trwalej niż jakakolwiek inna aktywność.

Dlaczego..? To dyskretny urok dwóch układów: dopaminowego i opioidowego – pierwszy odpowiada za poszukiwanie nowości, stymulacji, a drugi wiąże się z odczuwaniem przyjemności i nagrody. Świat komputerów, tabletów i smartfonów uruchamia w niezwykle silnym stopniu oba te układy: dopamina sprawia, że szukamy stymulacji (w grach, w serwisach społecznościowych itp.), po jej otrzymaniu pojawia się nagroda (wejście na kolejny poziom gry, lajk pod  zdjęciem/ postem/ komentarzem), a to motywuje do dalszych poszukiwań. To zjawisko nazywa się pętlą dopaminową.

Badacze mówią też o FOMO (fear of missing out) – lęku przed tym, że zostaniemy pominięci, niezauważeni, że nasza wiadomość/zdjęcie/post nie wywoła reakcji, nie zbierze fejmu. I o ile dla większości dorosłych nie ma to takiego znaczenia – młody człowiek często traktuje brak cyberodzewu jako osobistą porażkę.

Jak sobie z tym radzić? Czy urok bliskich relacji wygra z dopaminowym hajem? Czy wzmacnianie młodego człowieka wystarczy, by nie uciekał (czasem kompulsywnie) w świat mediów cyfrowych? Jakie są Wasze pomysły w tej kwestii?

 

  • „Uciekam w świat technologii, gdy mi w realu samotnie”.

Tak jak pisałam – świat nowoczesnych technologii porywa nie tylko dzieci i młodych ludzi – dorośli również zostają przez niego wchłonięci. Co wtedy się dzieje? Jak wyglądają relacje w domach, w których każdy domownik przez większą część czasu wgapia się w ekran? Relacje to przede wszystkim wspólnie spędzany czas – bliskości nie jesteśmy w stanie zbudować, będąc online. Budują ją codzienne, wspólne aktywności (czasem zwyczajne – gotowanie, sprzątanie, rozmowy „przy okazji”), wspólne przeżywanie emocji, bliskość fizyczna (dotyk, przytulenie – ludzie rodzą się z tą potrzebą i brak jej zaspokojenia może nawet prowadzić do śmierci!). To też uważność na to, co się dzieje z drugim człowiekiem obok nas…

Tego wszystkiego możemy doświadczyć też podczas wyjazdów, a czasem krótkich wypadów – można wtedy pokazywać dziecku, że wiedzę z komputera da się zobaczyć, dotknąć, poczuć – na zewnątrz, w świecie. Ale ważny jest również „pusty czas”; taki właśnie czas – gdy wszyscy domownicy robią „nic” (nie ma planów i aktywności) – jest najbardziej relacyjnym czasem i sprawia, że członkowie rodziny czują bliskość. A jak jest w rzeczywistości? Młodzi ludzie mówią często, że w ich domach panuje pustka – spędzają czas samotnie, bo rodzice są nieobecni – albo fizycznie, albo psychicznie (np. pochłonięci przez social media), a jeśli już pojawiają się, to tylko wtedy, gdy nadchodzą problemy, które trzeba rozwiązać (np. z nauką). Gdy pytam, co musiałoby się zadziać pierwsze, żebyś chciał/chciała wracać do domu po szkole, słyszę często: „chcę, żeby w domu czasem ktoś mnie przytulił” (rozmowy z 15-latkami!!!). Takiego „psychicznego przytulenia” szukają w internecie; dostają tam kontakty, ale żaden kontakt nie zastąpi relacji…

Jak to jest u Was? Macie doświadczenia w tym zakresie? Podzielcie się dobrymi (a może też złymi – ku przestrodze) praktykami w komentarzu!

 

Ps. Jutro część dalsza, w której między innymi o phubbingu i hejcie… Zapraszam!

 

 

Postawy i kompetencje miękkie Refleksje Rodzicielski kosmos

Comments

  • Relacje w cyberświecie - cz. 2 - Szkoła Dobrej Relacji ,

    […] albo sposobami na funkcjonowanie w smartfonowym świecie. Poprzedni artykuł, który przeczytacie TUTAJ rozpoczynał cały cykl. Dziś kolejna odsłona […]

  • Relacje w cyberświecie - cz. 3 - Szkoła Dobrej Relacji ,

    […] albo sposobami na funkcjonowanie w smartfonowym świecie. Poprzednie dwa artykuły przeczytacie  TUTAJ i TUTAJ . Dzisiejszy tekst zamyka cały […]

  • Zostaw komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Poprzedni post
    Relacje w cyberświecie – cz. 2
    Następny post
    Cztery kroki do tego, by oceniać bez ocen.

    Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
    Dowiedz się więcej.

    Call Now Button