Relacje w cyberświecie – cz. 3

Cykl “Relacje w cyberświecie” przedstawia z różnych perspektyw punkty styku pomiędzy nowoczesnymi technologiami a relacjami. W serii artykułów przyglądam się, jaki wpływ na relacje młodych (i nie tylko młodych) ludzi mają cyfrowe media. Do tworzenia tych treści zapraszam też czytelników – zachęcam do podzielenia się pod artykułem Waszymi przemyśleniami albo sposobami na funkcjonowanie w smartfonowym świecie. Poprzednie dwa artykuły przeczytacie  TUTAJ i TUTAJ . Dzisiejszy tekst zamyka cały cykl.

Omówiliśmy już różne problemy, o jakich dowiedziałam się w mojej nauczycielskiej i tutorskiej pracy od uczniów; zebrałam je również z moich osobistych obserwacji, z maili oraz z rozmów z innymi nauczycielami i rodzicami. Spójrzcie na dwie ostatnie kwestie i dopiszcie własne spostrzeżenia!

„Jestem zbyt zmęczona/-y, żeby działać poza światem wirtualnym”.

Świat mediów cyfrowych jest na wyciągnięcie ręki – jest wtedy, gdy się nudzimy; zastępuje nam znajomych, gdy nie chce nam się organizować spotkania; podaje nam rozrywkę, gdy nie chce nam się wychodzić z domu. Młodzi ludzie korzystają z tych możliwości odruchowo – często zapominając, że jest też świat poza wirtualnością. Nauczyciele i rodzice narzekają, że młodzi ludzie nie mają dziś pasji i zainteresowań: „Kiedyś każdy miał jakąś pasję, jakieś hobby – jeden coś zbierał, inny miał zespół garażowy, ktoś pisał, rysował, śpiewał, lepił… Dziś większość młodych cały swój wolny czas poświęca smartfonom, nie mają czasu i energii na poszukiwania pasji”.

Byłabym tu ostrożna, bo internet jest też ogromną szansą w tym zakresie i młodzi ludzie świetnie go wykorzystują. Problem jednak w tym, że wielu młodych nieustannie inspiruje się internetowymi treściami, biernie je chłonie, ale nie idzie za tym działanie, wyjście do realnego świata, sprawdzenie swoich możliwości i umiejętności. Z moich osobistych rozmów z młodzieżą wynika, że często nie mają oni już siły na poszukiwanie i rozwijanie pasji, bo bycie w wirtualnym świecie pochłania ich czas i energię – czują się zmęczeni i „przebodźcowani”, łapią się na momentach „smartfonowego stuporu”

Nie może to dziwić – przecież świat cyfrowy w każdej sekundzie serwuje nam ogromną ilość informacji, nieporównywalnie większą niż świat realny. Życie online, to życie w ciągłym szumie informacyjnym. Problem w tym, że te „momenty smartfonowego stuporu” nie są wyjątkiem, są raczej regułą na spędzanie wolnego (i nie tylko wolnego) czasu, a doba ma przecież 24 godziny i czas nie jest z gumy – jakieś obszary muszą tracić…

Podobny problem zgłaszają też nauczyciele – dzieci, które ograniczają swoją aktywność do klikania w ekran (zamiast doświadczać rzeczywistości wieloma zmysłami, dotykając, smakując, wąchając), gdy go odłożą – poszukują silnych bodźców, są mocno pobudzone i nienaturalnie „nakręcone”. Jedna ze znajomych nauczycielek podzieliła się ze mną swoimi doświadczeniami: „Kiedyś w klasie miałam jednego, dwóch ADHDowców teraz pojedyncze osoby zachowują się „normalnie”; reszta prawie cały czas nakręcona jest jak po środkach pobudzających; średni czas koncentracji na zadaniu to 3 minuty. Przerwy w naszej szkole to piekło: dzieci wypadają z klas, biegają szaleńczo po korytarzu i wrzeszczą do siebie i na siebie, poszukują silnych bodźców”. Rodzice dokładają do tego problemy ze snem i nadmierną drażliwość występującą naprzemiennie z apatią.

Jaki to może mieć wpływ na relacje? Czy jakoś temu przeciwdziałacie? Co Was najbardziej niepokoi w tym temacie?

„Nie chcę budować relacji z kimś, kto ciągle zakazuje mi czegoś, co jest dla mnie ważne”.

Ostatnim punktem styku pomiędzy mediami cyfrowymi a relacjami jest problem nauczycielskich i rodzicielskich reakcji na te media – chodzi głównie o zakazy i ograniczenia. Bardzo często zdarza się tu bowiem niekonsekwencja dorosłych: z jednej strony nowoczesnych technologii używamy jak elektronicznej niani – zgadzamy się na smartfona czy komputer, gdy potrzebujemy ciszy, potrzebujemy popracować albo po prostu chcemy mieć dziecko czy młodego człowieka pod kontrolą (żeby nie „szalało”, nie szwendało się, nie nudziło; żeby mu głupie pomysły do głowy nie przychodziły…. Z drugiej strony – mnożymy zakazy i ograniczenia, gdy tylko czujemy, że już „za dużo”, że „tylko w tych grach siedzisz”, „chyba jesteś już całkiem uzależniony/-a”. Trudno się dziwić, że dzieci i młodzi ludzie nie otwierają się na relacje z nami, skoro wokół mediów cyfrowych tworzymy taka atmosferę.

Co zatem robić? Chyba najpierw przyjrzeć się sobie – w jakich aktywnościach widzi mnie najczęściej moje dziecko? Co robię, gdy mam trochę wolnego czasu? Po co sięgam odruchowo? Warto szczerze odpowiedzieć sobie na te pytania i nie dziwić się, że dziecko nas naśladuje. Następnie warto dowiedzieć się, co takiego robi dziecko w „tych internetach” (bardzo często uczy się, czyta albo poszukuje informacji), co ciekawego jest w grach, w które gra, co takiego go w nich fascynuje. Warto pooglądać, poszukać czegoś razem – komentując, śmiejąc się, odkrywając coś nowego. To też świetna okazja, by stać się dla dziecka edukatorem medialnym – pokazać mu, gdzie czają się niebezpieczeństwa, jak czytać pewne komunikaty, zastanowić się razem z nim, co robi nam oglądanie pewnych rzeczy czy pewne określone działania w przestrzeni wirtualnej (np. dotyczące kreowania własnego wizerunku w sieci). I nie chodzi tu o straszenie, a o dialog z dzieckiem (35% rodziców nigdy nie rozmawiało ze swoimi dziećmi na temat funkcjonowania w świecie cyfrowym). Jako nauczycielka bardzo często robię takie „stop-klatki” podczas zajęć – razem  z uczniami zastanawiamy się, czy coś, co właśnie przeczytaliśmy/ zobaczyliśmy/ znaleźliśmy w sieci  – jest wartościowe i jakie to na nas robi wrażenie.

Ostatnim etapem będzie rozmawianie o tym, co nas niepokoi i pytanie, jak widzi to nasze dziecko – bez straszenia, bez gróźb, kar, raczej z nastawieniem na słuchanie i wspólne ustalanie pewnych reguł (pamiętając, że jednym dzieciom bardzo one służą, a innym nie są tak potrzebne). Taka mądra obecność dorosłego, takie towarzyszenie dziecku w świecie mediów cyfrowych to wielka szansa dla budowania relacji, a nie pole walki i niszczenia więzi.

Jak to jest u Was? Łatwo Wam towarzyszyć dzieciom w ich cyfrowych podróżach? A jak radzą sobie z tym problemem nauczyciele? Napiszcie w komentarzu, jak to widzicie!

 

 

Podsumowanie?

Krótkie. Rozwój świata nowoczesnych technologii równa się konieczności skupienia się na budowaniu relacji. Zarówno w szkole, jak i w domu:

  • relacje trzeba budować świadomie i na każdym kroku o nie dbać,
  • i w szkole i w domu tworzyć ciepłą, serdeczną atmosferę,
  • oferować dzieciom i młodym ludziom wiele ciekawych i wzmacniających psychicznie przeżyć – w świecie wirtualnym i realnym,
  • mówić o emocjach, potrzebach, o tym, z czym sobie radzimy i z czym nie radzimy – uczyć, jak być żywym człowiekiem i tworzyć bliskość w relacjach.

 

————————————————————————————————————————————

 

Interesują Cię badania, na których opierałam powyższy tekst? Proszę:

Postawy i kompetencje miękkie Refleksje Rodzicielski kosmos

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni post
Korki z Relacji – odcinek nr 1: przekonania.
Następny post
Relacje w cyberświecie – cz. 2

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Dowiedz się więcej.

Call Now Button