Szkolne zagadki, czyli krótki przewodnik po rozpoznawaniu i zaspokajaniu uczniowskich potrzeb

Lubię słuchać o tym, co składa się na szkolną rzeczywistość różnych nauczycieli. Lubię porównywać, jak wygląda nasz dzień, nasze szkolne relacje i na czym skupiamy w szkole uwagę… Czasem mam wrażenie, że moja rzeczywistość to – tak jak w logo Szkoły Dobrej Relacji – ciągle zmieniająca się układanka, puzzle – najwięcej wysiłku wkładam w rozpoznanie, jaki aktualnie kształt przyjmuje. Przekładając tę metaforę na dosłowność – staram się wciąż rozpoznawać, co dzieje się z klasą, z którą pracuję i z każdym pojedynczym uczniem/uczennicą…

 

Co mamy wspólnego?

W jaki sposób „dokonuję” tych rozpoznań? Przede wszystkim skupiam się na tym, co wspólne wszystkim ludziom – na potrzebach. Dlaczego akurat potrzeby? Bo ich dostrzeganie, ich uznawanie i szanowanie jest wyrazem mojej troski o uczniów i uczennice. I oczywiście potrzeby rozumiem tu znacznie szerzej niż tylko kwestię fizjologii – potrzeby ukryte są za każdym naszym słowem, gestem i zachowaniem. Rozumiemy je też szerzej niż „specjalne potrzeby rozwojowe i edukacyjne” – o SPE i SPR wiele się w środowisku edukacyjnym mówi, ale w mojej ocenie potrzeby każdego ucznia (a nawet człowieka) mogą być traktowane jako specjalne, bo każdy uczeń/uczennica to wyjątkowa, odrębna osobowość i zasługuje na indywidualne potraktowanie.

Dostrzeganie potrzeb u naszych uczniów i rozmowa na ich temat to też najlepszy sposób budowania relacji: w jaki sposób możemy dbać o zaspokojenie potrzeb, jakie strategie najlepiej temu służą i jak to zaspokajanie potrzeb wiąże się z naszymi zachowaniami… Ważne jest dla mnie, by nie „obnażać” młodych ludzi na forum, a żeby delikatnie uściślać, dookreślać, co czują i czego potrzebują („czy to jest tak, że…”; „bo ty chciałbyś/-ałabyś…?”, „popraw mnie, ale czy to chodzi o to, że…?”). Wszystkie te rozmowy, nawet gdy trwają bardzo krótko (na przerwie, pod koniec lekcji) nastawione są na aktywne słuchanie, ciekawość i brak ocen – bo emocje i potrzeby ludzkie nie mogą być oceniane. Gdy rozmawiam w ten sposób z młodymi ludźmi, kształtuję jednocześnie ich postawę uważności w stosunku do siebie i do innych. Budując relacje z nimi, uczę ich budować relacje z samymi sobą i z innymi.

„Szkoła to nie miejsce na zaspokajanie potrzeb!”

Czy szkoła może być miejscem, w którym możemy zaspokajać ważne dla nas potrzeby? Mam wrażenie, że szkoła nie „może”, a „musi” być tym miejscem. Żeby młodzi ludzie widzieli w szkole miejsce swojego rozwoju, miejsce, do którego przychodzą z chęcią, ciekawością i radością – ich potrzeby muszą być w szkole brane pod uwagę. I tu pojawia się nasza rola, nauczycieli i nauczycielek. To po naszej stronie leży zadanie rozpoznawania tych potrzeb – to ważne, byśmy znaleźli energię i czas na refleksję nad tym, co kryje się za uczniowskimi zachowaniami (pisałam o tym TU). Problem polega na tym, że często sami nie mamy zaspokojonych naszych potrzeb, by pochylać się nad potrzebami innych. W książce „Dobre relacje w szkole” ( zobacz TUTAJ ) napisałam: „Mam wrażenie, że kiedy zapominamy o własnym dobrostanie emocjonalnym, nie jesteśmy w stanie budować zdrowych relacji: dawać empatię, słuchać, towarzyszyć, wspierać w rozwoju” – dlatego tak ważne jest regularne dbanie o siebie, reedukację stresu, ładowanie „emocjonalnych akumulatorów” i dbałość o to, jak się czujemy. To jest pierwsze i najważniejsze zadanie dla nas, nauczycieli/nauczycielek, gdy chcemy pochylać się nad uczniowskimi potrzebami.

 

Po co i jak skupiać się na uczniowskich potrzebach?

 

Odpowiedź na pierwsze z powyższych pytań jest dość prosta: jeśli zależy nam na relacyjnej edukacji, jeśli zależy nam na tym, by nasi uczniowie angażowali się w zadania edukacyjne i współpracowali ze sobą i z nami – wtedy takie podejście skoncentrowane na potrzebach jest konieczne. Gdy nauczymy się patrzeć na naszych uczniów/uczennice przez pryzmat ich potrzeb i możliwości ich zaspokojenia, wtedy będziemy mogli organizować sytuacje edukacyjne w taki sposób, żeby służyły wszystkim.

A co, gdy nie do końca orientujemy się w tym skomplikowanym świecie uczniowskich potrzeb? Poniżej przedstawiam – dla inspiracji i poszukiwań własnych – listę podstawowych uczniowskich potrzeb wraz z sugestiami, w jaki sposób można je zaspokoić:

 

  • Potrzeby fizyczne (m.in. powietrze, pożywienie, woda, ruch, odpoczynek) – nie mam problemu z tym, by na moich lekcjach uczniowie dbali o swój dobrostan fizyczny: kiedy potrzebują, mogą się napić, mogą coś zjeść (jeśli zadanie na to pozwala), mogą wstać i rozprostować kości, zmienić miejsce albo pozycję; mogą też wyłączyć się z lekcji, gdy mają gorszy dzień. Moje lęki, że takie przyzwolenie doprowadzi do totalnej dezorganizacji zajęć i do tego, że uczniowie przestaną się uczyć okazały się bezpodstawne – moi uczniowie/uczennice uczą się z większym zaangażowaniem.
  • Potrzeba autentyczności i kreatywności – podczas moich zajęć nie ma „jedynych, słusznych” odpowiedzi; podkreślam zawsze, że każdy pomysł jest ważny i warto się nim dzielić, a im bardziej kreatywna interpretacja utworu – tym lepiej (choć oczywiście każdą z nich omawiam i pokazuję, która jest bardziej „prawomocna”). Moi uczniowie są przeze mnie bezustannie zachęcani do wyrażania swojego zdania, do niezgadzania się ze mną (czasem żartuję, że piątkę stawiam każdemu, kto się ze mną nie zgodzi😉). Moja lekcja to przestrzeń, podczas której mogą mówić i pisać to, co naprawdę myślą.
  • Potrzeba jasności, sensu, celu – dbam o to, by podczas każdej lekcji moi uczniowie wiedzieli, w jakim kierunku zmierzamy, co się dzieje i dlaczego. Uzasadniam zarówno użycie danej metody, jak i formy pracy. Bardzo często pytam ich samym, czy rozumieją, co robimy i po co.
  • Potrzeba wyzwań i uczenia się – staram się, by moje zajęcia były ciekawe, bliskie życia i aby każdy uczeń/uczennica mógł wybrać zadanie dostosowane do swojego poziomu (bo dla każdego/ każdej z nich wyzwanie będzie czymś innym). Cały czas szukam sposobu, by inspirować do działań i do rozwoju.
  • Potrzeba kompetencji – staram się w aktywności każdego ucznia dostrzec to, co potrafi zrobić, co jest jego mocną stroną i z czym najlepiej sobie radzi. Dlatego nawet wtedy, gdy uczeń wprost komunikuje mi, że polski nie jest jego ukochanym przedmiotem, pokazuję mu, że także w polonistycznych aktywnościach coś potrafi i jest kompetentny. Bardzo wspiera mnie w takim działaniu dawanie czteroelementowej informacji zwrotnej.
  • Potrzeby związku z innymi ludźmi (towarzystwa, dzielenia się, wspólnoty, współpracy) – na każdym kroku podkreślam, jaka siła tkwi w grupie, we wspólnych działaniach, na każdym kroku zachęcam, by uczniowie ze sobą rozmawiali, ustalali wspólne odpowiedzi, wspierali się w rozwiązywaniu zadań, moi uczniowie/uczennice bardzo często pracują w grupie. Akceptuję też to, że zanim zabiorą się oni do wykonania zadania grupowego, potrzebują sobie porozmawiać, Pruski model szkoły, w którym każdy uczeń siedzi osobno i nie zamienia z drugim ani słowa, pracując w absolutnej ciszy – to dla mnie zupełne horrendum. I nie przemawiają do mnie argumenty, że przecież na egzaminie (ósmoklasisty czy maturalnym) nie będą mogli współpracować. Jeśli w szkole uczniowie nie będą mogli realizować potrzeby związku z innymi ludźmi, to ta instytucja przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
  • Potrzeby autonomii (wolności, niezależności, wybierania własnych planów i celów) – podczas zajęć zostawiam sporo wolności moim uczniom/uczennicom: mogą decydować, co chcą robić, w jakiej kolejności, mogą wybrać sobie formę pracy (grupa, para, indywidualnie). Nie zależy mi na posłuszeństwie, bezwolnym wykonywaniu moich poleceń – chcę, żeby jak najszybciej i jak najczęściej moi uczniowie stawali się autorami swojego procesu uczenia się.
  • Potrzeby radości życia (zabawy, łatwości, humoru, przygody) – staram się, by moje lekcje były pełne dobrej, pozytywnej atmosfery i zachęcam moich uczniów, by byli współautorami tej atmosfery. Z chęcią słucham ich opowieści, sama opowiadam czasem dowcipy; gdy widzę, że poziom skupienia nie jest zbyt wysoki, proponuję luźniejsze aktywności albo wyjście z sali na zewnątrz albo prowadzenie zajęć w pozycji leżącej (w specjalnej sali z poduchami). Nie mam też problemu za tym, by podążać za sugestiami moich uczniów. I ponownie – kiedyś bałam się, że to będzie notorycznie dezorganizowało lekcję i że z nauki będą nici („przecież szkoła to nie zabawa”); po paru dobrych latach doświadczeń wiem, że efekt jest zupełnie inny – uczniowie pracują z jeszcze większym zaangażowaniem.
  • Potrzeby związku ze światem (piękna, harmonii, spójności) – bardzo często mentalnie i dosłownie wychodzimy z lekcji, by spojrzeć szerzej na świat, na nasze w nim miejsce, na nasze życie… Język polski jest dość wdzięczny do tego typu wycieczek, sporo w nim elementów sztuki, architektury, szeroko rozumianej kultury i ważnych problemów społecznych oraz globalnych… Myślę jednak, że każdy nauczyciel może zaspokajać w ramach swojego przedmiotu te uczniowskie potrzeby. Szkoła nie może być szkołą oderwaną od życia w ogóle, a przede wszystkim od życia tych, którzy tę szkołę tworzą – naszych uczniów i uczennic.

Jak rozpoznawać i zaspokajać potrzeby w codzienności?

 

Wiem, jak zapracowani są nauczyciele, wiem, jak mało mamy chwil, by na spokojnie poprzyglądać się naszym uczniom/uczennicom. Starajmy się jednak, by nie była to wymówka – czasem nawet, gdy możemy zwolnić i podążyć za potrzebami naszych uczniów – rezygnujemy z tego i pędzimy z materiałem. Zwalniajmy czasem, szukajmy momentów uważności – dla siebie i uczniów, dla potrzeb. A jak to wiąże się ze szkolnymi relacjami…? Bardzo zależy mi na tym, by pokazywać, że budowanie relacji to nie są „wyczesane” zabawy integracyjne czy efektowne projekty – budowanie relacji polega na małych krokach, codziennie wdrażanych w naszą szkolną rzeczywistość… Także poprzez skupienie na ludzkich potrzebach.

 

Jestem bardzo ciekawa, czy widzicie szanse, by w swojej codzienności zacząć zaspokajać te uczniowskie potrzeby? Jak to u Was wygląda? Podzielicie się w komentarzu pod artykułem?

 

 

Refleksje

Comments

  • Zofia ,

    Zgadzam się z każdym słowem, w dzisiejszej szkole, niestety, większość potrzeb ucznia nie jest zaspakajana… A ich zaspokojenie stanowi podstawę do sukcesu działań edukacyjnych, bez tego praca nauczyciela jest powierzchowna.

    • Natalia Boszczyk ,

      Dziękuję Ci za komentarz. Marzy mi się szkoła, w której naprawdę dbamy o uczniów/uczennice, dopytujemy o to, czego potrzebują, mówimy językiem potrzeb i uwzględniamy je… Myślę, że to prostsze niż nam się wydaje, ale też na swój sposób trudne…

  • Zostaw komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Poprzedni post
    Nauczyciel i rodzic w jednej drużynie.
    Następny post
    Miękkie lądowanie, czyli parę pomysłów, jak relacyjnie wrócić do szkoły…

    Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
    Dowiedz się więcej.

    Call Now Button