“To uczniowie mają potrzeby?!” – o języku empatii w szkole.

„Głupek”, „kretyn”, „idiotka”; „jak się zachowujesz, palancie?!”; „czy to była twoja chwila dla debila?!”; „banda nierobów”… Przed Państwem maleńka kropla z morza nauczycielskiej nienawiści. Tak, tak – to wyciąg z maili, które ślą do mnie rodzice, ale też nauczyciele. Bo przecież nie trzeba być podsłuchiwaczem, żeby usłyszeć, jak kolega/koleżanka zwraca się do uczniów podczas zajęć i na przerwach. Po co to piszę? Żeby poruszyć tych, którzy (jak ja) żyją w bańce Szkoły Dobrej Relacji (miłej, przytulnej, ale trochę oderwanej od rzeczywistości), ale też dla tych, którzy mogą przejrzeć się w tych tekstach, jak w lustrze.

Skąd zło?

Skąd zło i nienawiści ze strony nauczycieli? Wiadomo – nie mają lekko: fatalne zarobki, brak społecznego szacunku dla zawodu, trudne relacje w pracy, obciążenie przeładowanym programem i do tego roszczeniowi rodzice. Ja to nazywam „zestaw obowiązkowy” („dwie kawy i dwie wuzetki” – jak w klasyku polskiego kina😉). Piszę z ironią, ale tak naprawdę jestem pełna zrozumienia dla naszych nauczycielskich problemów. Jestem pełna zrozumienia, ale nie usprawiedliwiam. Nie godzę się na to, żeby jakiekolwiek osobiste problemy czy zawodowe frustracje wpływały na to, jak traktujemy drugiego człowieka, także (a może przede wszystkim) naszego ucznia.

Usłyszę zaraz: „Nauczyciel też człowiek” – zgadza się, wszyscy jesteśmy ludźmi, ale to nadal nie usprawiedliwia w moim odczuciu takiego traktowania uczniów, jaki przedstawiłam we wstępie. Jesteśmy ludźmi, więc jesteśmy odpowiedzialni za to, by „ogarnąć” siebie i swoje potrzeby: jestem przemęczona, to szukam strategii, by zaopiekować moje zmęczenie; jestem sfrustrowana, szukam rozwiązań dla problemów; nie radzę sobie z czymś sama, to szukam wsparcia u specjalistów albo bliskich mi osób. Dopiero wtedy możemy budować relacje i otworzyć się na drugiego człowieka, który przecież tak samo, jak my – szuka sposobów na zaspokojenie swoich potrzeb.

Język empatii w szkole.

Nauczyciele, którzy potrafią zadbać o siebie, potrafią obdarzać zrozumieniem i empatią swoich uczniów. Każda reakcja i każde zachowanie dzieci jest przez nich „czytana” wielowymiarowo. Tacy nauczyciele nie tylko nie posługują się określeniami takimi, jak te ze wstępu, ale w ogóle odrzucają oni jakiekolwiek stereotypy i etykietki, są ostrożni w interpretowaniu zachowań uczniów.  Język empatii zakłada, że za tymi zachowaniami coś się kryje i nauczyciel może włączyć „tryb ciekawości”, by zrozumieć, co to jest. Każda sytuacja jest inna, ale najczęściej za tymi uczniowskimi reakcjami kryją się ich sposoby na obronę własnych granic albo zaspokojenie ważnych dla siebie potrzeb. Potraficie w słowach i reakcjach ucznia zobaczyć, że walczy on o coś, co jest dla niego ważne? Że poprzez te często denerwujące nas zachowania uczeń dba o siebie w jedyny dostępny mu sposób?

Podążam za potrzebami…

Podążanie za własnymi potrzebami i szukanie pozytywnych (skutecznych) sposobów na ich zaspokojenie nie jest łatwe dla nas – dorosłych. A co dopiero, gdy ma się kilka-kilkanaście lat? Nauczyciel może być wsparciem w procesie rozpoznawania potrzeb i szukania sposobów na ich zaspokojenie. Zacząć trzeba od ich rozpoznania i nazwania – jeśli macie z tym problem, zajrzyjcie do spisu potrzeb stworzonego przez Marshalla Rosenberga, twórcy NVC (Nonviolent Communication)  – TU

Dalej – z wielką otwartością, empatią i zrozumieniem – postarajcie się „odczytywać” na nowo uczniowskie zachowania i słowa:

  • Biegam, krzyczę, ruszam się podczas zajęć – dbam o moją potrzebę ruchu,
  • Rozmawiam podczas zajęć, mówię „to nudne” – dbam o potrzebę ciekawości, stymulacji,
  • Rzucam tekstami, które mają rozbawić klasę – dbam o potrzebę akceptacji (jedna z najważniejszych potrzeb uczniów!!!),
  • Wiercę się podczas zajęć – potrzebuję się napić lub skorzystać z toalety,
  • Mówię „to nudne, to trudne” – dbam o moją potrzebę bezpieczeństwa,
  • Śpię podczas zajęć – jest mi duszno, zaspokajam fizjologiczną potrzebę snu,
  • Prowokacyjne, „skandaliczne” zachowania – dbam o moją potrzebę dostrzeżenia mnie, zauważenia,
  • Milczę, gdy nauczyciel zadaje mi pytania – jestem przerażony wystąpieniami publicznymi, boję się,
  • Zadaję szereg niewygodnych pytań nauczycielowi (np. „po co się tego uczyć?”) – dbam o moją potrzebę sensu, zrozumienia celu działań,
  • Ściągam podczas sprawdzianu – dbam o potrzebę sukcesu, uznania w oczach nauczyciela/rodzica,
  • Rozmawiam z kolegami i koleżankami zamiast wykonywać zadanie podczas pracy w grupach – dbam o potrzebę wspólnoty,
  • Hejtuję innych uczniów – szukam sposobu na zapewnienie sobie akceptacji; dbam o potrzebę uznania mojej wartości,
  • Samookaleczam się – rozpaczliwie wołam o pomoc; krzyczę do dorosłych, że sobie nie radzę.

Zdaje sobie sprawę, że wiele z tych reakcji może oznaczać zupełnie inne potrzeby niż przedstawione; wiele z nich jest też sposobem na realizację bardzo różnych potrzeb (a nie jednej, przedstawionej). Zdaję sobie również sprawę, że wiele z tych zachowań to nie do końca udane strategie na zaspokajanie potrzeb (np. hejtowanie innych, by wzmocnić własną samoocenę) – rolą dorosłego jest pokazać, w jaki akceptowalny sposób możemy zadbać o siebie. Najistotniejsze jest jednak zwrócenie uwagi, że podłoże naszych reakcji, zachowań i emocji jest ukryte głębiej – i w idealnej sytuacji (w Szkole Dobrej Relacji) nauczyciele potrafią i chcą sięgać głębiej. Dając swoją uwagę, poświęcając czas i wspierając uczniów – uczą ich, że potrzeby to nasz uniwersalny język i dbanie o nie jest wielką wartością. Wartością, która chroni nas też przed kulturą nienawiści. Nie pozwólmy, żeby szkoła stała się źródłem takiej kultury.

Kochani, dajcie szczerze znać – udaje Wam się czytać w ten sposób reakcje uczniów, czy nie ma na to czasu w szkolnej rzeczywistości?  Podzielcie się Waszymi refleksjami w komentarzu! Dziękuję:)

 

 

Postawy i kompetencje miękkie Refleksje Rodzicielski kosmos Tutoring w praktyce

Comments

  • MAGDA ,

    Pracuję jako nauczyciel w szkole podstawowej. Zgadzam się z Panią w 100 %. Nie ma nic ważniejszego niż dobre relacje w szkole. To czynnik chroniący przed wieloma zagrożeniami, które czyhają na dzieci. Nic mnie tak nie oburza, jak brak szacunku nauczyciela do ucznia. I rownież zgadzam się, że nic tego braku szacunku nie usprawiedliwia, ani zarobki, ani natłok obowiązków. To my nauczyciele powinniśmy dbać o dobro dzieci i swoją postawą kształtować w nich empatię.

    • Natalia Boszczyk ,

      Bardzo dziękuję za komentarz. Cieszy, że dostrzegasz, jak ważne są relacje… Ciekawi mnie, jaką drogę musi przejść nauczyciel, żeby doszedł do tego wniosku…

      • Marzena ,

        Ja uważam, że po prostu trzeba LUBIĆ LUDZI. Wtedy jesteśmy bardziej otwarci na potrzeby innych a tym samym bardziej empatyczni. Tylko wtedy możemy realnie pomóc naszym uczniom. A jeśli chodzi o frustrację to “nauczyciel z powołania jest bardzo rzadko sfrustrowany “. Potrafi się szybko regenerować. 😉😉🙂

        • Natalia Boszczyk ,

          Zgadzam się z Tobą – jest pewne nastawienie wewnętrzne, które bardzo nam pomaga w tym zauważaniu potrzeb. Myślę, że też wiele zależy od przekonań – ten temat poruszam w drugim odcinku “Korków z Relacji”. Napisz proszę więcej, jak rozumiesz “powołanie nauczyciela”.

  • Zostaw komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Poprzedni post
    Korki z Relacji – odcinek 2: rodzaje przekonań dotyczących relacji.
    Następny post
    Korki z Relacji – odcinek nr 1: przekonania.

    Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
    Dowiedz się więcej.

    Call Now Button