Twórzmy szkolne wioski wsparcia!

 

Lekarstwem na wypalenie nie jest troska o siebie, lekarstwem jest troska o siebie nawzajem.

E. i A. Nagoski[1]

„Edukacja to relacja” – to hasło stało się ostatnio bardzo modne, a nawet – według mnie – wyświechtane. Jak nie wiadomo, czym przyciągnąć publiczność, pod co się podpiąć albo jak zabłysnąć – wystarczy rzucić: „edukacja to relacja”. Relacje w edukacji stały się „pojęciem-wiadrem” – wszystko można do niego wrzucić, trochę zamieszać i wyciągać z niego, co tylko się chce – ważne, żeby było podlane „relacyjnym sosikiem”. Ostatnio znalazłam nawet webinar pt. „Jak relacyjnie panować nad klasą” – panowanie i budowanie relacji (opartych na podmiotowości, szacunku i równości) jakoś nie zgrywają się w mojej głowie.

 

Samotność w szkolnej sieci…

Czy czuję irytację? Czy to, co napisałam powyżej, to narzekanie? W pewnym sensie tak, bo chciałabym hasło „relacji w edukacji” wypełniać wartościową treścią. Z drugiej strony na blogu Szkoła Dobrej Relacji podkreślam przecież, że chciałabym, żeby „relacyjna wieść” niosła się szeroko w edukacji. A zatem cieszę się z tego, że dobre relacje w szkole stają się modne i coraz więcej nauczycieli i nauczycielek rozumie ideę relacyjności w edukacji.

Często zwracam też uwagę na wielowymiarowość tych relacji. Gdy pytam o pierwsze skojarzenia z hasłem „relacje w szkole”, każdy wymienia słowo „integracja” (między uczniami) i relacje nauczyciel – uczeń. Zapominamy, że relacje w szkole to także relacje między nauczycielami i nauczycielkami, jak również między nauczycielem lub nauczycielką a rodzicami. Szkoła to grupy połączonych ze sobą ludzi, to naczynia połączone, łańcuchy ze złączonych ze sobą ogniw. Warto widzieć siebie w takiej siatce powiązań. Czy jest to jednak łatwe?

Chyba raczej staramy się o tym zapomnieć. Pozornie bezpieczniej się czujemy, gdy sami sobie jesteśmy sterem, żeglarzem i okrętem. Nie musimy od nikogo zależeć, zamykamy się w swoich salach lekcyjnych, polegamy tylko na sobie. I taki też często przekaz kierujemy do uczniów i uczennic – dobra praca to praca samodzielna; co z tego, że na lekcji (z kolegami i koleżankami) umiesz wykonać zadanie – na egzaminie nikt nie pozwoli ci pracować w grupie. Musisz liczyć tylko na siebie. Dlatego polska szkoła przypomina czasem emocjonalną Antarktydę – każdy biegnie w swoją stronę, nie ma czasu pochylić się nad drugim człowiekiem, skupia się wyłącznie na swoich sprawach. To smutny obraz, ale nie musi być prawdziwy.  Można inaczej. Można dostrzec, że w piękny sposób tworzymy siatkę zależności od innych i ta świadomość może stanowić dla nas otuchę. Pamiętacie te czasy, gdy szkoła – jak w Dzieciach z Bullerbyn – była drugim domem? Ludzie, którzy przebywali w niej cały dzień, tworzyli prawdziwą wspólnotę: dorośli czuli się odpowiedzialni, by uczyć, ale też wychowywać uczniów/uczennice (w pozytywnym sensie), by towarzyszyć młodym ludziom, by być ich ciekawymi. W takiej szkole nikt nie gnał z zajęć na zajęcia z plikiem kserówek pod pachą; był czas na to, żeby się zatrzymać – dostrzec pojedynczego ucznia/pojedynczą uczennicę, pochylić się nad nim/nią… W takiej szkole dużo trudniej było pozostać niezauważonym – ludzie nie przemykali bokami korytarza, tylko byli zauważani ze swoimi problemami i radościami. Dorośli, którzy tworzyli taką szkołę, mieli jasne poczucie, że grają do jednej bramki, i to przekonanie przejawiało się w codziennych decyzjach i we wzajemnej życzliwości. Może warto wrócić do takiej wizji?

Tyle mówi się o tym, że kooperacja i współpraca to jedna z najważniejszych kompetencji przyszłości, ale nauczycielom i nauczycielkom czasem trudno to przyjąć. Boimy się otwartości, boimy się prosić o pomoc, przyznawać się do niewiedzy. Nie potrafimy też otwarcie mówić o tym, co nas cieszy, co nam się udało, bo boimy się, że to wzbudzi zawiść kolegów i koleżanek. A przecież wyłącznie kooperujący nauczyciele i nauczycielki mogą uczyć swoich podopiecznych kooperacji. Zacząć trzeba od zmian we własnej głowie i całą energię, którą wkładamy w szukanie dowodów na to, że „nie da się” być blisko z innymi, zamienić na energię poszukiwania nowych dróg. Bo samotność w szkole to naprawdę ślepa uliczka[2].

Mózgowe wifi i neurony lustrzane…

Wynika to zresztą z dużo szerszej kwestii – człowiek jest istotą społeczną. Od najwcześniejszych lat życia zależymy od innych i od ich wsparcia. Określenia “mózgowe wifi”, czy “neurony lustrzane” nie są obce nauczycielom i nauczycielkom – kolejne badania z zakresu biologii i neurobiologii[3] pokazują, że wsparcie wynikające z budowania relacji z innymi jest, dla nas ludzi, kluczowe:

  • Niemowlęta mimo zaspokojenia potrzeb fizjologicznych mogą umrzeć z samotności.
  • W dorosłym życiu więzi regulują pracę serca, oddech, modyfikują reakcje układu odpornościowego.
  • Izolacja społeczna zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci o 30%.
  • Mamy też jako ludzie specjalne zdolności synchronizowania swoich mózgów z innymi (naszych reakcji emocjonalnych i mimicznych).
  • Przyjęło się, że w stresujących sytuacjach zagrożenia możemy reagować walką lub ucieczką (fight or flight), ale badania pokazują też, że mamy drugi rodzaj reagowania – opieką i zaprzyjaźnianiem (tend and befriend) – polega ono na tym, że w obliczu strachu lub wzburzenia szukamy wsparcia i troski innych[4].

 

Tu przychodzi także na myśl pojęcie „wioski” – skąd się ono u mnie wzięło? Słowo „wioska” nawiązuje do spotkań kobiet, jakie odbywały się kiedyś w każdej wsi – kobiety wspólnie pracowały, rozmawiały, wspierały się i w nieformalnej, przyjaznej atmosferze budowały więzi emocjonalne[5]napisałam w Dobrych relacjach w szkole. To słowo jest symbolem bezpiecznej, wspierającej wspólnoty, zwłaszcza w kwestii regulacji emocji, żeby się uspokajać, żeby wracać do równowagi psychicznej po trudnych momentach – potrzebujemy drugiego człowieka. W chaosie własnych myśli możemy czasem zupełnie się zgubić, brakuje nam klucza do wyjścia z trudnej sytuacji, a wtedy wygadanie się jest szansą na ułożenie sobie w głowie wszystkiego i spojrzenie na problemy z nowej perspektywy. Poza tym ilość szkolnych wyzwań i obowiązków, jakie spadają na nas co dnia, sprawia, że czasem więź i relacja przestają być pojęciami abstrakcyjnymi – naprawdę zależymy od innych. Wioska wsparcia to nie tylko „ojojkanie”, ale czasem bardzo konkretna pomoc.

Wioska a odporność na szkolnym poligonie?

Mam nadzieję, że widzisz już, jakie to wszystko ma znaczenie dla naszej nauczycielskiej odporności. Gdy borykamy się w szkole z dużą liczbą problemów, poczucie osamotnienia całkowicie nas pogrąża, a świadomość, że mamy na kogo liczyć – dodaje skrzydeł i wielkiej otuchy. A przede wszystkim świadomość, że nie jesteśmy jedynymi, którzy „nie ogarniają”, że to naturalne, że każdy czasem radzi sobie gorzej. Świadomość tego, że nie jesteśmy w szkole samotnymi wyspami, może wiele zmienić w naszym „ogarnianiu” siebie i naszym radzeniu sobie z kryzysowymi momentami. Gdy czytam o tym, z jak trudnymi zachowaniami uczniów nauczyciele i nauczycielki muszą sobie radzić (samouszkodzenia, depresje, agresja, uzależnienia…) – zastanawiam się, w jaki sposób radzić sobie z tym samemu. To nie jest po prostu możliwe. Takie problemy może unieść tylko grupa. Jak pisał Rafał Ohme w swoim poradniku Spa dla umysłu: to, czego nie ogarniasz umysłem, trzeba czasem objąć ramieniem[6]. Macie takie ciepłe ramiona wokół siebie? Może trzeba ich poszukać? A może krąg takich ramion można stworzyć?

Zachęcam zatem, by zaakceptować, że nie musimy ze wszystkim radzić sobie sami, że nie musimy być samowystarczalni i że warto szukać wsparcia! Relacyjny nauczyciel radzi sobie z kryzysami… relacyjnie! Pamiętaj, że razem możemy pomieścić i znieść więcej! Samotność i izolacja są tylko złudzeniem, mało wspierającym wytworem naszego umysłu.

Jak tworzyć w szkole nauczycielskie „przyjazne wspólnoty”?

 

Gdy myślę o wszystkich pokojach nauczycielskich, o których usłyszałam i które odwiedziłam – przychodzi mi na myśl słowo „klatka”… Z jednej strony klatka jako miejsce, w którym zamyka się kogoś za karę; z drugiej strony klatka jako mała powierzchnia, do której się wpada i chce się jak najszybciej z niej wyjść; a z trzeciej strony – jest to miejsce, w którym ludzie patrzą na siebie wilkiem, przesiadują godzinami, żeby plotkować, intrygować, a czasem nawet obrażać. Sama miałam to szczęście (a może nie była to tylko kwestia życiowego szczęścia czy przypadku) trafiać na pokoje nauczycielskie, gdzie życzliwi sobie ludzie potrafili rozmawiać, dzielić się radościami i smutkami, pracować wspólnie nad zadaniami. I żeby było jasne – taki obraz relacji pomiędzy nauczycielami to nie lukrowana, przesłodzona wizja: czasem dochodziło do spięć, czasem wkurzały teksty kolegi, czasem miało się dość zwyczajów koleżanki. Ale wspólnym mianownikiem było zawsze nastawienie na relację, na to, żeby w sumie było nam razem miło. Wyrażało się to w otwarciu na kontakt, w zauważaniu drugiej osoby, w codziennym, bezinteresownym uśmiechu. W dopytywaniu o sprawy szkolne i pozaszkolne. To był też szacunek dla tego, że ktoś nie ma przyjemności się dzielić, „obnażać” i jest z nami, mimo że stoi nieco z boku. Takie poczucie wspólnoty zawsze dawało mi wiele sił i pozytywnej energii. Ale oczywiście nie brało się to znikąd – to efekt wspólnego zaangażowania i nastawienia. I jest to codzienna ciężka praca.

Jak myślisz, czy taka wizja może stać się rzeczywistością w Twojej szkole? Ostatnio przeczytałam takie zdanie: Sądzę, że naprawdę w polskich szkołach pracuje zbyt wielu nauczycieli, którzy nie powinni tymi nauczycielami być; niestety uważam, że nauczyciele częściowo zapracowali sobie na złą opinię o nich. A ja, co – jak mam nadzieję – wybrzmiało już w tej książce, patrzę na nauczycieli i nauczycielki jako na grupę bardzo obciążoną, która wymaga wsparcia, a nie surowej oceny. Poza tym przekornie wierzę, że w nauczycielach jest siła, i wierzę, że mogą oni w szkołach tworzyć wspierające się grupy. Chcę wierzyć, że drzemie w nas duży potencjał relacyjny. I jest trochę tak, że ten potencjał musimy odkryć, bo po wydarzeniach, jakie dotykają edukację od 2019 roku stajemy się coraz bardziej straumatyzowaną grupą zawodową. Szukajmy siły w ramach naszej wspólnoty!

Zakładam zatem, że chcesz w Twojej szkole tworzyć taką nauczycielską „przyjazną sieć” – dlatego poniżej zostawiam Ci parę zasad, jak to zrobić. Być może jesteś dyrektorem lub dyrektorką i wtedy wystarczy, by poniższe zasady wprowadzać w życie przy każdej okazji. Jeśli jesteś nauczycielem lub nauczycielką i nie masz tak wyraźnego wpływu na wszystkich członków szkolnej wspólnoty – nadal warto kierować się w kontaktach z innymi wskazówkami. A może nie jesteś sam/-a: masz przyjaciela lub przyjaciółkę albo parę osób, z którymi taką wioskę możesz zacząć tworzyć według poniższych zaleceń? Zachęcam. Być może też jest jeszcze inaczej: masz ten przywilej pracować w miejscu, gdzie taka wspierająca wspólnota już istnieje – mam nadzieję, że wtedy poniższe zasady zainspirują Was do dalszego rozwoju. O czym warto pamiętać?

  • Zakładaj wobec innych dobre intencje i życzliwość – ta ostatnia wzmaga się, jak wiadomo, gdy się w nią wierzy. Jeśli nie rozumiesz czyjegoś zachowania, nie kręć sobie w głowie filmów na temat drugiej osoby, tylko z przyjaznym zainteresowaniem dopytaj, staraj się zrozumieć. Ludzie z reguły chcą współpracować, ludzie z reguły chcą być OK, a jeśli jest inaczej, istnieją pewne powody, dla których nie mogą tacy być – spróbuj poznać te powody…
  • Gdy kogoś wspierasz, możesz zawsze zapytać, czego ta osoba potrzebuje. Jeśli trudno jej odpowiedzieć, możesz zawsze obdarzyć ją empatią („widzę cię”, „dostrzegam, co czujesz”, „jestem tu”). Pamiętaj, że czasem ktoś może nie być gotowy ani do rozmowy, ani do zmiany.
  • Mów innym wspierające rzeczy, mów językiem łagodności i troski. Zastanów się, jakich słów możesz użyć, by troskę wyrazić: „gdybyś potrzebował/-a pomocy, jestem”, „słyszę, że jest ci trudno”, „nie jesteś sam/-a”, „nie musisz się spieszyć, daj sobie czas”, „nie mam pewności, co czujesz, ale jestem przy tobie”. Czasem te zwroty mogą brzmieć banalnie, czasem sztucznie – nie zrażaj się, warto tworzyć swój „słownik dobrych relacji”. Uważaj na takie zwroty jak: „na pewno nie jest aż tak źle”, „inni jakoś sobie radzą”, „musisz się tylko bardziej postarać”, „na twoim miejscu to zrobiłbym/zrobiłabym tak i tak” – takie zwroty nie budują kontaktu.
  • Zaakceptuj różnorodność – zespoły nauczycielskie to często grupy bardzo niejednolite i tę różnorodność możemy docenić: nie jest ona problemem, a właśnie siłą – w szkole potrzebni są zarówno nauczyciele „starej daty” z ogromnym doświadczeniem, ostrożnie podchodzący do nowości, jak i „młoda gwardia”, która stanowi motor zmian. Ważni są zarówno „przyjaciele młodzieży”, jak i osoby, które skutecznie wypełniają swoje obowiązki, stawiając na większy dystans. Dla każdego jest miejsce i każdy w inny sposób może realizować swoją zawodową misję.
  • Staraj się sprawić, by każdy, z kim się spotykasz, miał poczucie, że jest mile widziany w Waszej wspólnocie. Wyobraź sobie, co by było, gdyby każdy z nas nauczycieli i nauczycielek wchodził z takim zadaniem do szkoły: „mam sprawić, by inni czuli się dziś mile widziani – w szkole, w pokoju nauczycielskim” – jak wyglądałyby relacje między ludźmi? Jak zyskałoby nasze samopoczucie w trudnych (i nie tylko trudnych) momentach?
  • Akceptuj to, że jesteś niedoskonały/-a, a tym samym będziesz akceptować niedoskonałość każdego wokół. We wspierającej grupie jest przyzwolenie na nieradzenie sobie, na to, by czuć się gorzej i „nie ogarniać”. Każdy rozumie, że ludzie mają lepsze i gorsze momenty i potrzebują czasem więcej wsparcia, a czasem mniej. To, co nas łączy – to właśnie te momenty, gdy czujemy się bezbronni i słabi – jest wielka moc budowania relacji w przyznawaniu się, że sobie nie radzę. Powiesz, że to nie w Twojej szkole i nie w Twoim gronie pedagogicznym. W moim też długo nie było takiego przyzwolenia. Ale każda zmiana zaczyna się od nas. Gdy otwarcie będziemy mówić, że mamy gorsze momenty, że z czymś sobie nie radzimy – wtedy świadomość innych też zacznie się zmieniać. Od Agnieszki Stein i Sylwii Włodarskiej usłyszałam piękne zdanie: Wszyscy mamy takie chwile, kiedy doświadczamy trudności, bólu, zmagania. Ilu innych ludzi na świecie doświadcza w tej chwili takiej samej trudności jak Ty? To, co nas zbliża do innych ludzi, to właśnie te trudności i zmagania, a nie nieosiągalna dla nikogo idealność[7].

Gdybym mogła przesłać jedną ważną wiadomość do wszystkich nauczycieli w Polsce, to byłby to powyższy cytat. Jest w nim tyle otuchy, że każda trudna szkolna sytuacja zdaje się topnieć. Nie jesteś sam/a, wszyscy borykamy się z trudnościami. To nas w piękny sposób łączy. Możemy budować relacje właśnie dlatego, że mamy w sobie podatność na zranienia…

  • Dostrzegaj to, co łączy Cię z innymi i zachęcaj, by inni robili to samo. Na każdym kroku z uważnością szukajcie tych podobieństw, podkreślajcie, że „jedziecie na jednym wózku”, „gracie do jednej bramki”. Czasem nawet na poziomie słów ma to duże znaczenie.
  • Ludzie tworzący wspierające wspólnoty słuchają uchem empatycznego słuchacza – uchem, które „wczuwa się” w sytuację drugiej sposoby, próbuje ją zrozumieć, zakładając zawsze dobre intencje. Inne określenie, które bardzo lubię to „empatyczny detektyw”: czyli ten, który łagodnie, z uwagą stara się dojść do tego, co kryje się wewnątrz drugiej osoby. To empatyczne słuchanie polega na słuchaniu bez ocen – bez interpretowania, bez dokręcania sobie w głowie własnych filmów, bez podważania, że to, co czuje drugi człowiek, jest niewłaściwe, nieadekwatne. „Empatyczny detektyw” uważa też, by nie dawać dobrych rad ani „propozycji nie do odrzucenia”. Zwłaszcza wtedy, gdy ktoś jest naprawdę wyczerpany albo jest mu bardzo trudno – wtedy nie bardzo jest w stanie przyjmować jakiekolwiek rady czy zachęty i może mieć problem ze zmobilizowaniem się do działania. Potrzebuje raczej wysłuchania i zaakceptowania jego emocji. Skupiaj się zatem na tym, co komunikuje druga osoba, każdorazowo włączaj tryb ciekawości na ten przekaz, zanim zaczniesz coś radzić. To zresztą najważniejszy cel istnienia takich grup wsparcia: ludzie mają poczuć się usłyszani – bez ocen, bez krytyki, bez sugestii, że trzeba się zmienić.
  • Z powyższym związane jest hasło „chcesz mieć rację czy relację?”[8] – zadawaj sobie jak najczęściej to pytanie. Zazwyczaj nie można mieć obydwu tych rzeczy naraz. Gdy zależy Ci na dobrych kontaktach z innymi, odpuść czasem kontrolę, odpuść czasem swoje prawdy i racje i nastaw się na słuchanie drugiej strony, postaraj się zrozumieć, co chce przekazać i jaki jest jej punkt widzenia.
  • Bądź otwarty na uczenie się od siebie nawzajem i namawiaj innych do takich wymian. Nie bój się dopytywać, prosić o pomoc, wymieniać się dobrymi praktykami. Ludzie mają różne pomysły i warto to wykorzystać: zaciekawić się, nie odrzucać z automatu, tylko poddać refleksji czyjeś rozwiązanie. W grupie siła jest wtedy, gdy będziemy chcieli korzystać z mądrości i doświadczeń innych. Dzięki temu możecie bezustannie odświeżać swój warsztat pracy i w ten sposób unikać wypalenia.
  • Gdy jest Ci trudno, zastanów się, jakiego wsparcia oczekujesz. Bardzo często blokadą w proszeniu innych o pomoc jest nasze przekonanie, że to inni mają się domyślać, czego potrzebujemy. Że jeśli są naszymi prawdziwymi przyjaciółmi – powinni się sami domyślić, co się z nami dzieje i czego nam trzeba. Rozbijmy to przekonanie. Dlaczego? Bo ono nie wspiera nas w radzeniu sobie z problemami, a buduje mury między ludźmi. Nie, inni nie mają obowiązku niczego się domyślać. Nie, inni nie są okrutni przez to, że się nie domyślają, że potrzebujemy pomocy. Nie, to nie jest oczywiste, że potrzebujemy pomocy ani jakiego jej rodzaju. Staraj się odważyć i otwarcie mów: „tak, nie radzę sobie i proszę cię o pomoc; potrzebuję takiego i takiego rodzaju wsparcia”. Weź odpowiedzialność za to, czego potrzebujesz – to także wpływa na Twoje poczucie sprawstwa.
  • Gdy już ustalisz, czego potrzebujesz – otwarcie proś o pomoc. Czasem trudno nam prosić, bo wydaje nam się, że kwestia, z którą przychodzimy, jest zbyt mała („eee tam, o taką bzdurę to nie będę prosić”) albo nie mamy pomysłu, w jaki sposób ktoś mógłby nas odciążyć. Warto zacząć od małych kroków, zacząć „ćwiczyć” proszenie; z czasem ta praktyka stanie się dla nas łatwiejsza. We wspierającej wspólnocie ludzie proszą dla samej idei proszenia, bo to buduje relacje i uczy nas tego, że nie musimy być samowystarczalni. Znam bardzo różne sposoby wspierania wśród nauczycieli: kolega podwozi koleżankę do szkoły, koleżanka dzieli się obiadem, ktoś bierze za kogoś dyżur albo zastępstwo (albo jakikolwiek inny obowiązek), ale najbardziej istotne jest wsparcie emocjonalne – po prostu dostrzec, wysłuchać, zauważyć, że komuś jest trudno…
  • Naucz się z radością przyjmować pomoc – zakładaj dobre intencje tych, którzy pomoc niosą, a jeśli masz wątpliwości co do tych intencji („on/ona się narzuca”, „on/ona uważa, że nie ogarniam”) – otwarcie o tym rozmawiaj. Inna ważna umiejętność związana z pomocą to przyjmowanie odmowy – we wspierającej nauczycielskiej wspólnocie odmowa nie jest traktowana jako odrzucenie, a jako informacja o tym, że ktoś nie może pomóc, bo nie ma na to zasobów i możliwości. Dawanie i branie w takiej wspólnocie noszą znak lekkości i radości – nikt dla nikogo się nie poświęca i nie oczekuje spłaty długu; daje/bierze, bo tego chce. I nie jest tak, że dzielimy się w szkole na tych, którzy pomagają i na tych, którzy tej pomocy potrzebują – nie twórzmy takich podziałów: każdy z nas czasem potrzebuje wsparcia, a czasem je daje – poruszamy się w takim nieustannym tańcu dawania i brania.
  • Chciałam też napisać „nie narzekaj”, żeby odwrócić ten przykry trend charakterystyczny dla wielu pokojów nauczycielskich – narzekania na wszystkich i wszystko, a przede wszystkim na uczniów i uczennice oraz rodziców. Takie bezproduktywne narzekanie wyprowadza mnie często z równowagi. Ale też potrafię pochylić się z uwagą nad nauczycielami i nauczycielkami, dla których narzekanie jest rodzajem kodu towarzyskiego – w ten sposób wchodzą w kontakt i budują relacje.

Myślę jednak, że jeśli już mamy narzekać to w mądry sposób, a przede wszystkim – poza narzekaniem działać. W jednym z artykułów na blogu Szkoły Dobrej Relacji wymieniłam, dlaczego czasem warto ponarzekać wspólnie: bo to resetuje emocjonalnie; bo warto czasem „wyhasać szakala” (czyli w kontrolowanych warunkach dać upust swojej złości i frustracji), bo to pozwala dostrzec, że jest nam już bardzo trudno; bo w końcu: wspólne narzekanie może być pierwszym krokiem do budowania relacji:

Jestem przekonana, że takie mentalne „przytulenie” ze strony innych nauczycieli mogłoby sprawić, że byłoby dużo mniej frustracji i wypalenia w naszym zawodzie. Czy nie można by załatwić tego w samotności? Oczywiście – mogłabym swoje żale i troski „wylewać” w sekretnym pamiętniczku, a potem go wstydliwie spalić, ale NIE! Mówię „nie” – uważam, że jesteśmy stworzeniami, które mogą (a nawet muszą) swoimi troskami dzielić się z innymi, a nie chować się i w samotności próbować je ułożyć sobie w głowie… (cokolwiek to znaczy…). Dbanie o nasz dobrostan nie ma być walką ze sobą toczoną w ukryciu, w samotności. Do dbania o dobrostan potrzebujemy innych ludzi – ludzi, którzy nas zrozumieją i którzy zrozumieją, że czasem może się człowiekowi „ulać”. Potrzebujemy „wioski wsparcia”, która nie oceni negatywnie tego, że czasem możemy mieć dość naszych uczniów/uczennic, rodziców, kolegów/koleżanek z pracy… [9].

  • Uważaj na „zmęczenie współczuciem” – gdy długo wspierasz innych, Twoje emocjonalne akumulatory mogą się wyczerpać. Wtedy jest czas na skupienie się na sobie i regenerację. Czerwona lampka powinna Ci się zapalić, gdy masz wrażenie, że grasz empatię (a nie dajesz ją naprawdę), umniejszasz uczucia innych („nie przesadzaj”) albo masz poczucie winy, że nie robisz wystarczająco dużo. To właśnie znaki „zmęczenia współczuciem” – bądź na nie uważny/a.
  • Zaproponuj, żeby zrobić coś razem; moi czytelnicy piszą o pięknych wspólnych nauczycielskich inicjatywach: spotkaniach po pracy, wspólnym gotowaniu, wspólnym sporcie po zajęciach czy wspólnych porządkach w pokoju nauczycielskim. Te wiadomości są dla mnie każdorazowo pokrzepiające – to też jest polska szkoła i polscy nauczyciele/nauczycielki.
  • Całkowicie odpuść chowanie urazy. Jak pisze Greg McKeown w książce To proste[10] – zwolnij urazę z pracy. Zauważ, jak często poświęcasz energię na chowanie urazy za to, co ktoś kiedyś powiedział czy zrobił. Zamiast sprawę wyjaśnić, proponując rozmowę i jasno określając swoje intencje, wybieramy „strzelanie focha”, „ciche dni”, a czasem nawet tygodnie i miesiące „zimnej wojny”. Być może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale to silnie drenuje Cię z energii – bardzo często słyszę takie narzekania, że ktoś nie ma sił, a jednocześnie jest skłócony lub poróżniony z wieloma osobami. Zamiast karmić urazy, warto skupić się na czymś, co jest dla nas ważne. Gdybyśmy wszyscy tak postępowali, nasza szkolna wspólnota miałaby się o wiele lepiej.
  • Całkowicie odpuść jakąkolwiek rywalizację. Rywalizacja jest zła. Zawsze. Zakłada ona, że ja wygrywam, ja czuję się lepiej wtedy… gdy ktoś ma gorzej. To nie wspiera relacji – ani z samym sobą, ani z innymi ludźmi. Wiem, że to mało popularny osąd, ale tak właśnie jest. Doszłam też do wniosku, że takie rywalizowanie i porównywanie się do innych jest jedną z najważniejszych przyczyn naszych szkolnych kryzysów. A jest też tak, że – o ironio! – jest to wręcz nasze „zboczenie zawodowe” (mylę się?). Porównujemy się do tego, jak ktoś wykonuje swoje obowiązki, jakie ma relacje z uczniami, jakie ma relacje z rodzicami i z dyrekcją. To porównywanie się zawsze wyrządza szkodę – zarówno wtedy, gdy wychodzi na naszą korzyść (poczucie bycia lepszym od innych daje chwilowy „haj” dla naszej samooceny, ale zaraz potem rośnie napięcie, by spełnić oczekiwania), jak i wtedy, gdy porównanie nie wychodzi na naszą korzyść – pogrąża nas to w poczuciu bezradności. Dbajmy zatem, by wspierająca wspólnota była wspólnotą bez porównań i bez ocen, zwłaszcza że rywalizacja nie wspiera także naszych uczniów ani uczennic. Po ciekawe badania na ten temat odsyłam Cię do klasycznych już pozycji Alfiego Kohna Bez rywalizacji i Wychowanie bez nagród i kar[11].

  • Całkowicie odpuść jakąkolwiek zawiść wobec innych nauczycieli i nauczycielek. Wiem, że to szeroki temat i w wielu gronach pedagogicznych wymieniany jest jako pierwszy. Dlatego chcę się nad nimi uważniej pochylić.

Z czego wynika pojawianie się tego niszczącego uczucia? Przede wszystkim z tego, że gdy widzimy, że ktoś sobie radzi lepiej od nas, to odbieramy to jako wyzwanie rzucane nam samym. A za tym wyzwaniem idzie strach, że jednak nie jesteśmy tak dobrzy i że nie podołamy, by tak działać i takie rezultaty osiągać. Wzbudza w nas to frustrację i tendencję do wyżywania się na kimś, kto takie odczucia w nas wzbudza. Czasem jest to otwarte stosowanie przemocy, a czasem działania mobbingowe. Znamy te sytuacje z pokoju nauczycielskiego? Zaniżanie wartości innych, ośmieszanie, nieodpowiadanie na powitania, ignorowanie pytań, otwarte ataki słowne? Nasłuchałam się bardzo dużo o tym, w jaki sposób nauczyciele nawzajem potrafią być dla siebie okrutni.

Jakie na to antidotum? Co robić, gdy nie radzimy sobie z zawiścią wobec innych? Czasem potrzebna jest pomoc specjalisty, bo takie zachowania oznaczają, że osoba, która dopuszcza się mobbingu, z czymś sobie nie radzi i potrzebuje wsparcia. Ale czasem można też działać we własnym zakresie: po pierwsze – praca nad stabilnym poczuciem własnej wartości, które pozwala nam patrzeć na sukcesy innych ze spokojem, a nawet z radością. Warto traktować osiągnięcia kolegów/koleżanek jako zasób: ich droga, ich działanie i doświadczenia mogą być dla nas inspiracją, ale nie powodem do stresu. Odpowiesz zaraz, że tu jest właśnie problem, bo Ty masz zaniżone poczucie wartości. To wymówka: nad poczuciem własnej wartości można pracować: czasem samemu, a czasami – jak pisałam – z pomocą psychoterapeuty. Nie możesz legitymować swojej zawiści tym, że „masz przecież niską samoocenę i nic z tym nie możesz zrobić”. Zawsze możesz.

Po drugie – odpuść sobie: odpuść chore wymagania i oczekiwania wobec siebie – każdy robi tyle i w taki sposób, jaki mu odpowiada. Jeśli ktoś robi w szkole więcej albo ciekawiej niż Ty – ciesz się i pamiętaj, że to nie jest wyzywanie rzucone Tobie. Jeśli tak czujesz – sprawdź, czy sam/-a nie tworzysz tej presji.

Jeśli natomiast to Ty jesteś ofiarą mobbingu – walcz o siebie. Asertywnie i bezwzględnie chroń swoją osobę – czasem nawet wykorzystując narzędzia prawne. Zgłaszaj wszystkie incydenty do dyrekcji. Mów otwarcie o tym, co Cię spotyka, nazywaj po imieniu (zarówno szkolnemu agresorowi, jak i świadkom różnych sytuacji), że to mobbing, przemoc. Proś innych członków grona pedagogicznego o wsparcie emocjonalne. Proś też kolegów/koleżanki, by reagowali. Wiem, co odpowiesz: że inni nauczyciele/nauczycielki nie chcą się mieszać w czyjeś zatargi. Zobacz, że ten sposób dajesz ciche przyzwolenie na to, by szkoła była przerażającym miejscem, w którym ludzie są skazani na zupełną samotność. To jest wizja, do której możesz się przyczyniać, ale nie musisz. Wiele zależy od Ciebie…

 

Czy jest możliwe, by całe grono pedagogiczne w Twojej szkole tworzyło taką wioskę wsparcia? Myślę, że nie. I nie o to chodzi. Wystarczy, że pojawi się parę takich osób, dla których powyższe zasady staną się bliskie i zaczniecie razem się wspierać. Metoda małych kroków, małych gestów sprawdza się także w budowaniu nauczycielskiej wioski wsparcia. Głęboko wierzę, że bycie razem w szkolnych kryzysach jest kluczem do przetrwania przez nas jeszcze niejednej burzy. Ale nie tylko przetrwania – wierzę, że dobre relacje między nami mogą wnieść radość i szczęście do szkolnej rzeczywistości. Jak wiadomo: Szczęście jest jedyną rzeczą, która się mnoży, gdy się ją dzieli[12] – z serca życzę Wam takiego pięknego dzielenia się tym, co dobre i wspierające.

[1] E. i A. Nagoski, Wypalenie, Wydawnictwo Czarna Owca 2020, s. 146.

[2] O tym, jakie znaczenie mają relacje w edukacji, pisałam w Dobrych relacjach w szkole, Wolters Kluwer 2020 (s. 28–38).

[3] Zobacz: E. i A. Nagoski, Wypalenie, s. 145.

[4] Zobacz: S. Aduvill, Hvile, Wielka Litera 202, s. 42.

[5] N. Boszczyk, Dobre relacje w szkole, s. 207.

[6] R. Ohme, Spa dla umysłu. Zadbaj o siebie, by zadbać o innych, Wydawnictwo Słowne 2019, s. 15.

[7] A. Stein, S. Włodarska, Dbanie o siebie, kursoksiążka do kursu Mamato Studio „Dbanie o siebie” (dostęp do platformy: 12.03.2022 r.), s. 69

[8] Zob. N. Boszczyk Dobre relacje w szkole, s. 145.

[9] N. Boszczyk, Dlaczego nie warto bać się mądrego, zdrowego narzekania? [online], [dostęp: 22 marca 2022]. Dostępny w internecie: <https://szkoladobrejrelacji.pl/dlaczego-nie-warto-bac-sie-madrego-zdrowego-narzekania/>.

[10] G. McKeown, To proste, MTBiznes 2021, s. 70.

[11] A. Kohn, Bez rywalizacji, Wydawnictwo MIND 2022; A. Kohn, Wychowanie bez nagród i kar, Wydawnictwo MIND 3013.

[12] Są to słowa A. Schweitzera

Relacje w gronie pedagogicznym

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni post
Emocje w szkole potrzebują nowego PR!
Następny post
„Kryzysowy Niezbędnik Nauczyciela” – Wy pytacie, ja odpowiadam.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Dowiedz się więcej.

Call Now Button