Korki z Relacji – odcinek 3: dobre relacje bez względu na wszystko?

 

Czym są „Korki z Relacji”? To system „korepetycji” poświęconych podstawom budowania relacji w edukacji. W serii krótkich postów będę się przyglądać różnym „relacyjnym” kwestiom w szkole. Chcecie się włączyć? Zapraszam!

 

Jedno z przekonań dotyczące relacji mówi, że dobre relacje powinniśmy mieć ze wszystkimi, bez względu na wszystko. Że jest to naszym obowiązkiem, a nawet przymusem w kontaktach społecznych. Do większości przekonań podchodzę ostrożnie; do tego również, pytam więc: czy takie myślenie nam służy?

Przymus bycia miłym

Najpierw moja historia. Pamiętam siebie jako młodą nauczycielkę – wydawało mi się, że dobre relacje muszę zachowywać z każdym – nawet kosztem własnych potrzeb i priorytetów. Z uczniami nie miałam problemów, gorzej było z dorosłymi: zarówno rodzicom, jak i innym nauczycielom oraz dyrekcji nie potrafiłam odmówić. Do godziny 22 rozmawiałam z rodzicami przez telefon, bo przecież „muszę im pomóc”; na zadania zlecane mi w korytarzu przez dyrektora, odkrzykiwałam „robi się”, a koledze z pracy, który stosował wobec mnie mobbing (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak to się nazywa) nie potrafiłam otwarcie się przeciwstawić i dla „świętej zgody” uśmiechałam się i dalej współpracowałam z nim, choć płacz miałam na końcu nosa.

To już za mną. Oddycham spokojnie, nawet trochę się wzruszam, gdy myślę, jaką pracę wykonałam, by dojść do momentu, w którym jestem. Dziś już wiem, że bycie w dobrej relacji nie polega na uleganiu innym i realizowaniu wyłącznie ich potrzeb. Na czym zatem polega?

Parę prostych prawd

Jest parę bardzo prostych zasad, którymi kieruję się w relacjach:

– każdy zasługuje na uwagę, na wysłuchanie,

– każdy człowiek niesie w sobie jakąś ważną historię,

– każdy człowiek ma coś ważnego do zaoferowania światu,

– zawsze możemy (nie musimy) poszukiwać płaszczyzny porozumienia.

Jak te zasady przekładają się na moją rzeczywistość? Do relacji z uczniem, rodzicem, innym nauczycielem, czy przełożonym podchodzę zawsze z ogromnym ładunkiem życzliwości. Nie ma osoby, której nie chcę obdarzyć moją pogodą ducha, której nie poślę mojego codziennego uśmiechu. Jeśli tylko mogę – pomagam sama albo wskazuję, gdzie można uzyskać pomoc. Jeśli mam zasoby – słucham ucznia, rodzica, innego nauczyciela; mam serce gotowe do poświęceń.

Co jeśli tych zasobów nie mam?

Moje zdrowe STOP

Nie udaję, nie manipuluję, nie ulegam, robiąc dobrą minę do złej gry; nie zgadzam się „dla świętej zgody”; nie mydlę nikomu oczu „może później, może jutro” – asertywnie wycofuję się z relacji, by zadbać o siebie.

Bo dobrych relacji nie zbuduje się, jeśli zapomnimy o sobie – o swoich potrzebach, emocjach, o swoich wartościach. I nie można mylić takiej postawy z egoizmem: zbyt wielu bolesnych skarg nauczycieli wysłuchałam, żeby szafować tą oceniającą etykietką „egoista”, „egoistka”… Nauczycieli i nauczycielek, którzy – jak ja kiedyś – dbanie o siebie traktują właśnie jak powód do wstydu; którzy kierują się przekonaniem, że odmawiając, sprawiamy ludziom przykrość, lekceważymy ich. Nauczyciele, którym wydaje się, że gdy nie poświęcają się (dla uczniów, dla innych nauczycieli, dla dyrekcji) – nie są wartościowymi ludźmi. Że wtedy świat robi się straszny, że wtedy „człowiek człowiekowi wilkiem”. Którzy asertywność kojarzą jedynie z „wyszczekaniem”, przesadną pewnością siebie, sposobem na wykorzystywanie ludzi lub ich odrzucanie.

Pytam siebie wtedy w myślach: „Kiedy zrozumiemy, że mądre dbanie o siebie i umiejętność asertywnego odmawiania – to właśnie dowód na nasze relacyjne umiejętności, a nie odwrotnie?”.

Wychodzę też od siebie – wiem, że byłabym bardzo zawiedziona, gdyby ktoś, nie mając sił ani możliwości mi pomóc, rezygnował ze swojej autentyczności i udawał coś w naszej relacji. Byłoby mi przykro, gdybym się dowiedziała, że ktoś podtrzymuje ze mną znajomość tylko dlatego, że nie umie odmówić… Jestem zaniepokojona, gdy moi uczniowie zgadzają się ze mną, choć myślą coś innego – zatrzymuję się wtedy i proszę ich o autentyczność; pokazuję, że dopiero wtedy, gdy mamy odwagę mówić szczerze o swoich emocjach i potrzebach – tworzą się prawdziwe relacje. I one nigdy nie są wolne od różnicy zdań, czy konfliktów.

Zadanie domowe – a co gdy nie z każdym nam po drodze?

Moi uczniowie wciąż uczą mnie czegoś nowego: ostatnio też dorzucili ciekawy element do tej „relacyjnej” układanki. Zawsze gorąco zachęcałam ich do traktowania innych z życzliwością, do bycia pomocnym, do tworzenia więzi, ale niedawno jedna z uczennic zapytała mnie, co zrobić, gdy ktoś nie chce wchodzić z nami w bliższe relacje albo co zrobić, gdy my czujemy, że z kimś nam nie po drodze? Nie odpowiedziałam, zostawiłam ich z tym pytaniem. Was też zostawiam: co zrobić, gdy w relacjach: albo nie ma dwustronności, albo czujemy, że nasze wartości i przekonania nie są zbieżne z wartościami drugiej osoby – budować relacje czy nie budować? I jak wybrnąć z tej sytuacji?

 

To, co piszesz, może wzbogacić innych –

zapraszam do podzielenia się przemyśleniami w komentarzu!:)

 

 

Korki z Relacji Refleksje

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni post
Relacyjne „nacobezu” na czasy zarazy, czyli o co warto zadbać podczas korona-przygody?
Następny post
Korki z Relacji – odcinek 2: rodzaje przekonań dotyczących relacji.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Dowiedz się więcej.

Call Now Button