Korki Z Relacji – odcinek 6: możesz myśleć inaczej! – o przekonaniach w szkolnych relacjach ponownie słów kilka

Relacje? Nic prostszego! Przecież każdy z nas rodzi się z umiejętnością budowania relacji, trzeba zatem kierować się intuicją. Nie każdy jednak potrafi odróżnić głos intuicji od przekonań, którymi kieruje się w życiu. A one nie zawsze wspierają budowanie dobrych relacji, zwłaszcza w edukacji.

 

Jak przekonania żyją w naszej codzienności?

Bardzo lubię przyglądać się przekonaniom – tym naszym myślom, które nie są faktami, nie są rzeczywistością, a jedynie naszym wyobrażeniem na temat rzeczywistości… Skąd się wzięły? – z naszych doświadczeń, z naszych wyobrażeń, z przekazów, które w ciągu naszego życia przekazali nam inni (więcej TU ). Idziemy przez świat z szeregiem przekonań, zapominając czasem, że to, jak widzimy rzeczywistość i w co wierzymy – to jedynie nasza wizja, a rzeczywistość za każdym razem może być inna. Mogłabym przytoczyć wiele rozmów, w których słyszałam: “No ale przecież zgodzisz się, że nauczyciele nie lubią, jak się im wytyka błąd…” albo: “no przecież przyznasz, że rodzice z jednej klasy powinni trzymać się razem”, albo jeszcze inne: “przecież to fakt, że uczniowie zawsze kombinują, żeby dostać lepszą ocenę”. To wszystko przekonania – wyobrażenia moich rozmówców na temat rzeczywistości, a nie rzeczywistość, bo ta może być bardzo różna – znam nauczycieli, którzy z łatwością przyjmują wytknięcie im błędu, nie mam przekonania, że rodzice z jednej klasy zawsze powinni trzymać się razem i spotykam wielu uczniów, którzy nie chcą i nie kombinują dla ocen.

Dlaczego trąbię o przekonaniach?

Bo one bardzo silnie wpływają na nasze szkolne relacje – niektóre z nich mogą nas wspierać w budowaniu porozumienia z uczniami, innymi nauczycielami i rodzicami, a niektóre z nich skutecznie to utrudniają. Kluczem jest samoświadomość – jakie mam przekonania?, jaki one mają wpływ na moją szkolną rzeczywistość i na moje relacje?; czy one mnie wspierają? A jeśli nie – czy mogę myśleć inaczej? Bardziej wspierająco dla relacji?

Mam wrażenie, że gdy poprzyglądamy się naszym przekonaniom (w sposób życzliwy, a nie karcący), wtedy mamy szansę na ich zmianę. Możemy otworzyć się na nowe rozwiązania i próbować spojrzeć inaczej i coś zmienić.

Przekonania dotyczące szkolnych relacji oczami nauczycieli

W książce “Dobre relacje w szkole” piszę szeroko o przekonaniach, temat ten podejmowałam też na blogu. Zobaczcie, co na temat różnych przekonań powiedzieli czytelnicy Szkoły Dobrej Relacji:

  • przekonanie: “Żeby mieć dobre relacje muszę się zgadzać”.
    Jak to jest? Czy ja jako nauczyciel mogę powiedzieć uczniowi “nie”? Czy żeby mieć dobre relacje z rodzicami muszę zgadzać się na telefony o 22? Czy żeby mieć dobre relacje z innymi nauczycielami nie mogę mieć innego zadania?
    Odmawiam i nie zgadzam się na wszystko i z wszystkimi, ale budowałam tę umiejętność wiele lat. To szczególnie trudne, gdy się słyszy:”Daj spokój, zgódź się, będziesz miała święty spokój”. Ale czy ja chcę mieć święty spokój, a jednak niepokoić się wewnętrznie🤷‍♀️
    Wiem, że można mieć z innymi dobre relacje i nie zapominać o dobrej relacji z sobą😊

    Ja wiem, że można się z kimś nie zgadzać albo można komuś odmówić i nadal mieć z tą osobą dobrą relację. Ale to trudne, żeby o tym pamiętać!

 

  • przekonanie: “Żeby mieć dobre relacje trzeba się z tym czymś urodzić”.
    Od czego zależą dobre relacje w szkole? Czy jeden nauczyciel po prostu się z tym rodzi, a drugi nie jest obdarzony talentem do budowania relacji z uczniami? A relacje z rodzicami albo innymi nauczycielami? Od czego zależą?

    Wierzę, że każdy jest inny i każdy ma inne zaplecze, które decyduje o tym, jakie relacje z ludźmi nawiązujemy, czego w nich szukamy i co od siebie wnosimy. Czy można się nauczyć? Pewnie można nauczyć się różnych trików. Pytanie tylko, czy pozostaniemy autentyczni stosując triki? Dla mnie to, czego wszyscy powinniśmy się nauczyć to samoświadomość i autorefleksja. Przyglądanie się sobie, ładowanie zasobów. Zadbajmy o to, a i jakość naszych relacji zmieni się nie do poznania 😉

 

  • przekonanie: “Dobre relacje robią się same”.

Zastanawialiście się nad tym, skąd bierze się to, że niektórzy nauczyciele mają dobre relacje z uczniami, a inni mają trudności w relacjach? Z czego to wynika? Czy relacje mogą “robić się same”, tak jak samo wstaje słońce każdego dnia..?

A ja powiem tak : na drodze do dobrej relacji na linii nauczyciel–uczeń stają nie tylko błędne przekonania, ale także jak często stosowane etykiety. Niestety dużo łatwiej przychodzi nam przypiąć dziecku etykietę niż przyznać się do własnej niekompetencji, co wynika z presji i kultury piętnującej błąd. Prawda jest taka, że ludzie bywają jacyś (a nie SĄ zawsze i wszędzie) , co przejawia się w zachowaniu a jest wynikiem jakiegoś doświadczenia czy przekonania właśnie. Dla mnie dobra relacja to wyjście poza etykiety i zaglądanie pod powierzchnię zachowań 😊😉

Myślę, że o dobre relacje jednak trzeba się trochę postarać, zadbać o nie, nawet, jeśli kochamy to co robimy, jesteśmy entuzjastami, to organizujemy swoje działania tak, by innych nim zarazić, dzięki czemu nawiązujemy więź. Chyba jednak nic samo nie przychodzi,budowanie relacji wymaga czasu, cierpliwości, czasami rezygnacji z czegoś. Przecież nieustannie poszukujemy sposobów na to, jak budować dobre relacje, doskonalimy się. Tak właśnie to postrzegam – dobre relacje to suma małych kroczków. I oczywiście, są ludzie, którzy mają naturalną zdolność przyciągania innych do siebie, ale oni, mam wrażenie, poszukują dużo💙

Jak się człowiek poczuje lepiej sam ze sobą, od razu ma więcej energii, nie traci jej na toksycznych ludzi, tylko w zamian przeznacza na siebie i na te relacje, które chce pielęgnować. 🙂

Myślę, że trzeba ucznia traktować z szacunkiem, nie ustawiać się w pozycji osoby starszej, która wie lepiej. Trzeba umieć słuchać i mieć intuicję emocjonalną. Wydaje się, że niektórzy nauczyciele tego nie mają 😊 Często pytam uczniów, jak się coś mówi w “ich” języku. Wtedy czują, że mnie czegoś uczą, że pani czegoś nie wie. Umiem też przyznać się do swego błędu, dziękuję im za zwrócenie mi uwagi, mówię, że czegoś nie wiemy razem szukamy wiadomości na dany temat lub sprawdzamy, czy oni mają rację.

 

  • przekonanie: „Uczeń jest tak samo odpowiedzialny za relację jak nauczyciel”?
Myślę, że wielu z nas oczekuje od uczniów, że będą się oni zachowywali jak dorośli ludzie, tzn. wezmą odpowiedzialność za swoje słowa i zachowania. Oczekujemy, że skoro my darzymy ich szacunkiem, to oni powinni odwdzięczać się tym samym.
Osobiście, jestem mocno uodporniona na uczniowskie wybuchy, nieoczekiwane komentarze, zachowania stojące “na granicy” – wiem, że te komunikaty nie są o mnie i najczęściej potrafię za tymi zachowaniami dostrzec “drugie dno”, np. ważne uczniowskie potrzeby.
Czy to znaczy, że pozwalam sobie “wchodzić na głowę” albo zgadzam się na podważanie mojej godności? Nic z tych rzeczy – wszystkie takie sytuacje są świetną okazją, żeby porozmawiać z uczniami i podzielić się swoimi odczuciami, zapytać ich, jak widzą całą sytuację i ogólnie – takie momenty traktuję jako wielki dar na ścieżce rozwoju – własnego i uczniów.
To jest też właśnie szansa na to, by coraz bardziej przesuwać szalę odpowiedzialności na stronę uczniów, ale za kształt i jakość relacji nauczyciel-uczeń odpowiada zawsze dorosły. Młody człowiek dopiero uczy się pewnych umiejętności komunikacyjnych i nie można oczekiwać od niego, żeby się nie unosił czy „nie strzelał focha”.
Jakie są Wasze odczucia i Wasze przekonania? Co myślicie, gdy słyszycie hasło “szacunek”? Wymagacie szacunku od uczniów? I czy oczekujecie, że to uczniowie będą dbali o relacje z Wami?
Ja mam tak, że mają dużo wolności i zrozumienia w granicach rozsądku i potem jakoś ten szacunek oddają. Wiedza, że mogą pożartować, coś ujdzie czasem płazem. Wiedza też, że lepiej być szczerym niż kłamać, bo szczerością więcej ugrają, więc myślę, że oddają ten szacunek jak najbardziej. Trzeba widzieć człowieka w każdym. I z uśmiechem zaczynać spotkanie.
Myślę, że relacja nauczyciel – uczeń podlega podobnym prawom jak każda inna relacja😊 w związku z powyższym, relacja oparta na wymaganiach jest skazana na porażkę, oraz za jej kształt zawsze odpowiada dorosły. To tak w ogromnym skrócie.
  • przekonanie: “W relacji zawsze musi być wygrany i przegrany”.

Głęboko wierzę w to, że gdy uważnie wysłuchamy wszystkich zainteresowanych stron, jesteśmy w stanie dotrzeć do potrzeb ludzi, a potem do znalezienia rozwiązań, w których potrzeby wszystkich – i ucznia, i nauczyciela, i rodzica – są zaspokojone. Jestem pewna, że szkoła nie jest areną walki pomiędzy nimi, a miejscem spotkania i dialogu. Na tym założeniu opiera się moja praca jako mediatorki i nauczycielki.

Dobra relacja to spotkanie w pół drogi🥰

Mnie tam się wydaje, że przede wszystkim relacja, to nie jest żadna walka, żeby musiał być wygrany i przegrany. Nie zawsze w relacji jest jakiś “konflikt interesów”, jakieś sprzeczne potrzeby. A jeżeli nawet są, to da się szukać takiego rozwiązania, które zaspokoi (może przynajmniej częściowo, jak napisały Aniołki powyżej “w pół drogi”) je wszystkie…

Rozwiązaniem jest dialog. Często zamiast rozmawiać wygłaszamy swoje racje, a jak wiadomo „Dwa monologi nie czynią dialogu”. – Jeff Daly😁 Zapytajmy, posłuchajmy i rozmawiajmy!

  • przekonanie: “Rozwiązania nie wymagające czasu są lepsze”.
    Bardzo często słyszę, że na różne relacyjne rozwiązania nie ma w szkole, podczas lekcji, czasu. I odnoszę wrażenie, że to przekonanie, a nie fakt. Bardzo dużo zależy tu od tego, jakie wartości nam przyświecają: jeśli chcemy, by uczniowie bezzwłocznie, automatycznie wykonywali nasze polecenia, to podejście relacyjne rzeczywiście może się nie sprawdzić. Jeśli natomiast ważne są dla nas empatia i uważność – wtedy dodatkowa “inwestycja” czasowa nie jest problemem. Poza tym, z moich doświadczeń wynika, że wysłuchanie perspektywy drugiej osoby naprawdę niewiele kosztuje…
    Jakie są Wasze skojarzenia? Przekonania? Jak często odpowiadacie uczniom: “nie mamy na to czasu”, “pospieszcie się, nie przedłużajcie”-?? Podzielicie się?
    Dla mnie relacja była i jest najważniejsza. To fundament. Bez relacji możemy sobie gadać godzinami o naszym przedmiocie i nigdy nie osiągniemy takich wyników jak z relacją w tle. Czasem poświęcałam całą godzinę na to by pogadać. Jedna godzina pokazania dzieciom, że są ważne dawała piorunujące długofalowe efekty.
    Zawsze warto i zawsze trzeba. Ale nie zawsze jest odwaga i pewność siebie…

Teraz już nie zdarza mi się śpieszyć, zawsze zatrzymuję się, gdy widzę potrzebę rozmowy, podzielenia się czymś ważnym. Momentem przełomowym było własne wrażliwe dziecko. Dzięki Dagmarze nauczyłam się dostrzegać sygnały, które wcześniej ignorowałam. I choć dla niej szkoła była koszmarem, ja zyskałam drugą szansę i mam nadzieję, że jej nie zmarnowałam. A Dagmara, na szczęście, po szkole pięknie rozwinęła skrzydła i odniosła sukces zawodowy i jest szczęśliwą, nadal wysoko wrażliwą kobietą💙

 

  • przekonanie: „Albo zajmujesz się uczeniem albo budowaniem relacji z uczniami”.
    Jak wielu z nas rozłącza w głowie te dwie aktywności? Dla kogo łatwiej jest najpierw uczyć, a potem budować relacje (albo w odwrotnej kolejności). Jak wielu z nas pielęgnuje szkolną schizofrenię: na wyjazdach i przerwach nauczyciel-kumpel, nauczycielka-kumpelka, a podczas lekcji “siekiera”, “piła” itd.?
    Uczenie nie wyklucza się z budowaniem relacji. Nie potrzebujemy osobnych zajęć, żeby dbać o relacje… Możemy to robić na każdym kroku.
    I pamiętajmy, że nie ma edukacji bez relacji – tylko w przyjaznej „relacyjnej” atmosferze przyswajamy efektywnie wiedzę, kształtujemy umiejętności i budujemy postawy…
    Co myślicie? Jak funkcjonujecie na co dzień w szkole? Pogadamy?
Myślę, że tu nie trzeba wybierać. Jak dla mnie, uczenie i budowanie relacji powinny być w szkole nierozłączne. Często lekcje zaczynam od zwykłego- “Co u Was?Jak się czujecie?”. Tak naprawdę, wydaje mi się, ze każde dobre słowo, uśmiech, które kierujemy do dzieci, wpływają na budowanie relacji. Uczyłam kiedyś w klasie, w której dostrzegłam w uczniach dużą potrzebę komentowania bieżących wydarzeń. Na to nie zawsze jest czas na lekcji. Założyliśmy więc wspólny dziennik. Najpierw stworzyliśmy regulamin, zakładający np. to, że wpisy są dobrowolne, że wszystkich tych, o których piszemy, traktujemy z szacunkiem. Każdy mógł opisać tam wszystko to, co było dla niego ważne. Uczniowie pisali o tym, co wydarzyło się w szkole, co robili poza nią. Ja również włączyłam się do zabawy. Co kilka dni przekazywaliśmy sobie ów dziennik wedle kolejności alfabetycznej. Każdy, kto go otrzymywał, czytał poprzednie wpisy i mógł dodać kolejny od siebie. Wzmacniając relację, ćwiczyliśmy jednocześnie formę wypowiedzi pisemnej 🙂
  • przekonania: „Nie zbudujesz autorytetu, gdy masz dobre relacje z uczniami”.

Wydaje się nam, że podczas budowania relacji stajemy się pobłażliwi, ustępujemy, jesteśmy niekonsekwentni (“konsekwencja” – jak ja nie znoszę tego “mitycznego” hasła) , nie możemy stawiać wymagań i na wszystko się zgadzamy. Bo takie mamy wyobrażenie – że “dobre relacje” oznaczają sielankową sytuację, w której obsypujemy się komplementami i we wszystkim się zgadzamy.

Moje doświadczenia podpowiadają mi, że przede wszystkim zdrowe, dobre relacje nie są idealne – konflikty są naturalną częścią naszego życia i naszych relacji; wszędzie tam, gdzie ludzie mają odwagę mówić szczerze o swoich emocjach i dbać o własne potrzeby – tam pojawią się różnice zdań. W szkole często dochodzi do spięć, ja także “spinam się” z uczniami, ale wszystko zależy od tego, co dzieje się dalej – ten moment spięcia to dla mnie właśnie początek budowania i zacieśniania relacji, a nie coś, czego muszę za wszelką cenę unikać…
A co z autorytetem? Uczniowie definiują autorytet jako kogoś, kto jest autentyczny, kto ma charyzmę, kto kocha, to co robi i poświęca czas problemom uczniów. Żadna z tych cech nie wyklucza budowania relacji. Nie musisz “trzymać” uczniów za twarz, by być dla nich autorytetem. Według mnie prawdziwy autorytet nigdy nie buduje się na sile, a na życiu w zgodzie z własnymi wartościami.
Jak u Was łączą się hasła: autorytet i relacje? Co wynika z Waszych doświadczeń? Jak wygląda to na co dzień w Waszych szkołach, klasach…? Jestem ciekawa tych doświadczeń!

Staram się budować autorytet, który Jesper Juul nazywał autorytetem osobistym. Ów autorytet, opiera się na szacunku i empatii. Zakładamy, że w relacji z dzieckiem nie jesteśmy jedyną wyrocznią, że też możemy się mylić, do błędu przyznać i co ważne, że od dziecka też czegoś możemy się nauczyć.

 

A jak u Ciebie? Dostrzegasz własne przekonania? Wspierają Cię w budowaniu relacji?

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoimi przemyśleniami w komentarzu!

 

Korki z Relacji Refleksje

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni post
Zawsze zakładam dobre intencje…
Następny post
Czy Twój uczeń ma wywalone? Zobacz, co do tego doprowadziło!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Dowiedz się więcej.

Call Now Button