Korki z Relacji – odcinek nr 1: przekonania.

Wciąż czytam, pisze i myślę o relacjach; nieraz mam wrażenie, że moja głowa paruje tym tematem. Ale w szkole bezustannie też odkrywam, że pewne kwestie nie są oczywiste dla każdego, a w Waszych wiadomościach pytacie mnie czasem o podstawowe rzeczy, np. czy naprawdę warto poświęcać osobne zajęcia na to, by integrować zespół klasowy i tworzyć kontrakt? Stąd pomysł na nowy cykl: w serii krótkich postów będę się przyglądać różnym aspektom budowania relacji w edukacji. Jak myślicie? Przyda się taki system korepetycji?

 

Czy wszyscy patrzymy tak samo?

Ludzie mają wiele przekonań na temat relacji. Przekonanie to myśl wybranej osoby oparta na jej poczuciu, że jest prawdziwa. Kluczowe jest tu słowo „poczucie”, „przeświadczenie” – to nie jest prawda, to nie jest pewnik, a jedynie przeświadczenie o tym, że coś jest prawdziwe. Druga osoba może mieć odmienne przekonania.

Każdy z nas żyje pewnymi przekonaniami – one porządkują rzeczywistość, ułatwiają nam komunikację, zbierają nasze doświadczenia w schematy i kategorie. Czasem jednak mogą utrudnić funkcjonowanie, gdy zapominamy o tym, że to jedynie nasze spojrzenie. Większość problemów pojawia się wtedy:

  • gdy nie włączamy u siebie „trybu ciekawości” na to, co myśli i czuje drugi człowiek,
  • gdy zamykamy się w swoim świecie, we własnych kategoriach,
  • gdy nie chcemy otworzyć się inność: inne przekonania, inne spojrzenie.

Nieraz, gdy słucham moich uczniów, czasem kolegów w pracy albo przełożonych – myślę sobie, że wystarczyłoby, żeby zobaczyli, że drugi człowiek, który różni się od nas – ma do tego prawo, ma prawo do własnego rozumienia i do własnych emocji.

Dla mnie to było ważne odkrycie na drodze budowania relacji z innymi. Zaczęłam przyglądać się różnym kwestiom, które miałam w głowie i zaczęłam zadawać sobie pytania: czy to prawda, czy tylko moje przekonanie? Np. że relacje „robią się” same, bez naszego większego udziału.  Czy takie myślenie jest prawdą, czy raczej moim przekonaniem, które wzięło się z moich doświadczeń? Poświęciłam (i nadal poświęcam) sporo czasu na ćwiczenia coachingowe, podczas których rozpoznawałam własne przekonania, szukałam doświadczeń z przeszłości, które je ukształtowały i przyglądałam się, w jaki sposób wpływają one na moje codzienne życie. Takie ćwiczenia polecam każdemu.

Chcesz mieć rację czy relację?

Większość naszych (moich😊) przekonań dotyczy świata kontaktów międzyludzkich. Gdy zapominam o tym, że kieruję się przekonaniami, przestaję widzieć drugiego człowieka. Wtedy wydaje mi się, że moja prawda jest po pierwsze PRAWDĄ, a po drugie prawdą najlepszą, najsłuszniejszą, najprawdziwszą. I to jaj mam RACJĘ. Problem polega na tym, że gdy mamy rację, rzadko kiedy mamy też relację: nie da się budować relacji i bliskości, gdy najważniejsze jest dla nas własne zdanie, a świat drugiego człowieka nas nie obchodzi. A przecież ten świat jest przebogaty (jak i nasz), my widzimy jedynie jakiś fragment, często jedynie fasadę tego świata. Gdy porzucamy własne przekonania, zaczynamy pytać: co ty o tym myślisz? Z czego te myśli wynikają? Jakie masz z tym tematem odczucia? Co czujesz? Z czego te emocje wynikają – z jakich twoich doświadczeń albo potrzeb? Jakie to ma dla ciebie znaczenie? Otwieramy się na świat drugiej osoby, a ona zaczyna być ciekawa nas. I tu zaczyna się magia prawdziwego dialogu, bliskości, relacji.

Zadanie domowe

Każdy czytelnik Szkoły Dobrej Relacji wie, że jestem przeciwniczką zadań domowych, zwłaszcza tych odtwórczych (pisałam o tym już TU  i TUTAJ). Ale zadanie domowe, które angażuje uczącego się i wiąże się z jego wewnętrzną przemianą jest jak najbardziej wskazane😊 Dlatego zostawiam Was z zadaniem domowym z naszych korków: poprzyglądajcie się swoim myślom, zwłaszcza tym dotyczącym relacji – które z nich są przekonaniami? Z czego wynikają? Popytajcie ludzi, co na dany temat myślą? Otwórzcie się na inną perspektywę.

Będzie mi bardzo miło, gdy podzielicie się pod tekstem efektami Waszej pracy i przemyśleniami na temat świata ludzkich przekonań😊

 

 

Korki z Relacji Refleksje Rodzicielski kosmos

Comments

  • Marta ,

    Uwielbiam ten wpis! <3
    Poruszyłaś dwie kwestie nad którymi ostatnio duuużo myślałam. Po pierwsze: prawda. Rozważałam tę kwestię również na studiach etnologicznych, na zajęciach z filozofii, teorii kultury, podczas przygotowań do pracy terenowej i rozmów z ludźmi, i tak dalej… I mam wrażenie (chociaż to może tylko moje przeświadczenie 😉 ), że w wielu kwestiach w ogóle nie ma jednej, obiektywnej, niezaprzeczalnej PRAWDY. Każdy z nas, ze względu na swoje doświadczenia, przeżycia, odczucia, ma swoją własną prawdę. I te prawdy mogą się różnić, a nie stają się przez to mniej… prawdziwe!

    I po drugie: czy relacje "robią się" same. Otóż ja bardzo długo byłam przekonana, że tak! Bo mi się jakoś robiły. Od zawsze, jeszcze jak nie miałam pojęcia o pedagogice, dydaktyce czy psychologii i tak sobie zupełnie intuicyjnie działałam charytatywnie ucząc niewiele ode mnie młodsze dzieciaki tańca. Więc im dłużej czytam Twój blog, tym więcej się uczę i działam bardziej świadomie, ale też tym bardziej… otwieram się na inną perspektywę. Że to nie zawsze i nie dla każdego nie jest takie oczywiste i najwidoczniej nie zawsze wystarczy odrobina dobrej woli / chęci, żeby relacja zrobiła się sama. Na pewno będę się przyglądać dalej – i Twoim wpisom, i różnym innym perspektywom.

    PS. Zazwyczaj nie mam z tym problemu i chętnie włączam tryb ciekawości i zrozumienia, ale np. o 7 rano w metrze kiepsko mi wychodzi otwieranie się na perspektywę gościa, który całym ciężarem postanawia się oprzeć o drążek, mimo że bardzo dobrze widzi, że ja się tego drążka trzymam dłonią albo ludzi, którzy stoją na peronie i niczym szczelny mur blokują wyjście z wagonu, a potem się oburzają, że wybiegając (bo spieszę się na autobus) potrąciłam kogoś z nich łokciem. Więc muszę przyznać, że czasami to otwarcie się na inną perspektywę bywa bardzo trudne i zależne od naszego samopoczucia. Łatwiej się otworzyć na innych, kiedy samemu czujemy się dobrze.

    • Natalia Boszczyk ,

      Dziękuję Ci za ten komentarz, jaki obszerny… Naprawdę doceniam każdą minutę, jaką na niego poświęciłaś:))
      Prawda… dla mnie to też było wielkim odkryciem, że w sumie w świecie społecznym nie ma jednej prawdy objawionej; każdy niesie swoją własną – wynikającą z pięknych, jak i ciężkich doświadczeń własnych… Staram się być bardzo ostrożna w ocenach, a raczej staram się wyzbyć ich całkowicie, a w zamian próbuję dociec, co stoi za perspektywą drugiego człowieka. Treningi interpersonalne, w jakich wzięłam udział podczas studiów (i nie tylko) pozwoliły mi zobaczyć, że w istocie wszyscy jesteśmy bardzo podobni – tak samo potrzebujemy akceptacji i miłości… Ale sposoby, w jakie staramy się te potrzeby zaspokoić różnią nas wzajemnie – i to też jest piękne… I nawet ciężkie przepychanki w metrze o poranku w pewnym momencie mogą wzbudzić w nas co najwyżej łagodny uśmiech zrozumienia… takie zen..;)

      Relacje nie robią się same. Myślę, że możemy mieć pewne predyspozycje i pewien “dobry” bagaż doświadczeń i wtedy sporo robimy intuicyjnie. Ale chcę podkreślić i będzie o tym następny wpis, że “robienie” relacji to w gruncie rzeczy czasem bardzo wymagające ćwiczenie…

      Dziękuję za dobre słowo o przydatności moich wpisów. Słucham uważnie, co mówią/piszą moi czytelnicy i odpowiadam na ich potrzeby (pamiętam o Twojej prośbie na temat tekstu o granicach w relacjach). Ściskam Cię serdecznie:))

  • Zostaw komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Poprzedni post
    “To uczniowie mają potrzeby?!” – o języku empatii w szkole.
    Następny post
    Relacje w cyberświecie – cz. 3

    Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
    Dowiedz się więcej.

    Call Now Button